Kącik Rymasza

O życiu i w ogóle

Wpisy z tagiem: sztokholm

Po powrocie z fabryki próbowałem wczoraj otworzyć drzwi do mieszkania pilotem do samochodu. Poważnie. No załamka. I na dodatek nie pamiętam jak się nazywa ten Niemiec, który mi wszystko chowa. W związku z tym lepiej skończę to co mam do napisania o Sztokholmie i Szwedach jak najszybciej, bo za dwa tygodnie zapomnę, że tam byłem. No i byłaby to ewidentna wtopa po nie skończonej opowieści o urlopie w Chorwacji.

 

Spędziłem w Sztokholmie 48 godzin. Postawmy sprawę jasno – na Szwecji znam się jeszcze gorzej niż na jedzeniu szpinaku. Co oczywiście w żaden sposób nie powstrzyma mnie przed formułowaniem stanowczych i jednoznacznych opinii na temat tego kraju i jego mieszkańców. :-)

 

To bardzo bogaty kraj. To widać. Zamożność rzuca się w oczy. Samochody jak w Polsce, tylko te lepsze. Ludzie ubrani jak w Polsce, w stonowane czernie i szarości, a nie jak Niemcy w pstrokate Bóg wi co, tylko tak lepiej. Ni jednej odrapanej i kostropatej elewacji. Ni jednej posiekanej i zaniedbanej drogi. Gęsto od stacji metra, choć są dyskretne i nie rzucające się w oczy. Wejście ukryte w budynku, winda po drugiej stronie ulicy, dwa nienachalne znaczki, wszystko . W Warszawie jest odwrotnie. Stacje spektakularne, z pasażami handlowymi, ośmioma wejściami. I jedna linia. Polska ze względu na tysiące takich zaniedbań nie jest dobrym krajem do mieszkania. Przynajmniej klimat mają Szwedzi gorszy.

Aha, no i pod pozorem ekologizmu totalitaryzm pełzająco wprowadzają.

 

Szwecja to państwo socjalne i socjalistyczne, bo reżim wpierdala się obywatelom do wszystkiego i ustawowo reguluje wszystko, w celu zorganizowania raz na zawsze tego nowego, lepszego świata.

Wychowaniem dzieci zajmuje się państwo, które rano pobiera dzieci od rodziców, karmi śniadaniem, naucza, karmi obiadem, odrabia z dzieckiem lekcje w świetlicy, po czym na wieczór wydaje rodzicom do wymycia i przenocowania. Do szkoły bez tornistra się chodzi. W związku w tym osiemnastoletni Szwedzi wyprowadzają się z domu w siną dal. Po czym zmarłą mamusię oddają do spalarni, nie czując potrzeby uczestniczenia ni w spalaniu, ni odebrania urny z prochami (polecam zalinkowany przez Krzysztofa filmik Frondy).

Za to związek dwóch chłopów to zdaniem szwedzkiego reżimu rodzina, a nazwanie homoseksualizmu zboczeniem to przestępstwo.

 

W weekendy chleją na umór, w tygodniu chodzą trzeźwi.

 

Mało kto pracuje, zasiłki dostaje wielu.

 

Uparłem się, żeby skosztować ich lokalnego specjału, zapiekanki ziemniaczanej ze śmietaną i anszua, zwanej pokusą Janssona – Janssonsfrestelse. Niestety okazało się to niemożliwe, bo to specjał świąteczny, a menu świąteczne wprowadzali w poniedziałek 22.11. W niedzielę opuszczaliśmy ten kraj.

Te święta to dla nich ważna rzecz. Główne ulice już przystrojone, świetliste, czerwone dywany nawet, witryny w sklepach też świąteczne.

W niedzielę załapaliśmy się na odsłonięcie świątecznych wystaw w sklepie NK na Hamngatan.

To jakieś wielkie wydarzenie jest z paradą włącznie. Tłumy były, chociaż nic specjalnego do oglądania. Za to w wiadomościach o tym wieczorem mówili (na lotnisku widziałem).

 

Szwedzi nie obchodzą Bożego Narodzenia tylko święto jul, czyli święto Wielkiego Czerwonego Brzuchatego Krasnala, elfów i reniferów. Bo to ateiści. Szmaty, którymi ateiści zapychają potężne dziury w sacrum, którymi wpada do duszy lodowaty powiew braku jakiejkolwiek nadziei, są rozmaite. Udawanie, że Boże Narodzenie polega na kupowaniu rozmaitych rzeczy jest jedną z nich.

I Szwedzi w to wierzą.
 

18.11.2010
W Sztokholmie rozwieszane już są świąteczne dekoracje. Ulica Hamngatan w centrum Sztokholmu jest już obwieszona lampkami. Przyozdobiono 40 drzew, 80-metrowym sznurem z lampkami każde – za jedyne 150 000 koron. W niedzielę, 21 listopada sztokholmskie sklepy zaprezentują swoje świąteczne dekoracje. I jak tu myśleć o pracy w takiej atmosferze?! 
 

 

Ale śluby biorą w swoim szwedzkim protestanckim kościele, a szwedzki kościół jest odpowiedzialny za organizowanie pogrzebów. Dlatego z podatków jest utrzymywany.

Lepsza Polowa lubi na mszę w obcym języku się wbić. Szwedzki jest jak najbardziej obcy, bo takie trochę wygładzone gęganie przypomina.

Wyszła po kwadransie. Księdzem była kobieta, a msza polegała na gęganiu psalmów. A w Chorwacji bawiła się świetnie, ale to był znany i bliski jej katolicki rytuał. Tu jest obco.

Księżmi są nie tylko kobiety, ale i afiszujący się ze swymi łóżkowymi wyczynami homoseksualiści. A kościół związki jednopłciowe błogosławi. A Biblia nie jest zbyt świętą księgą (po raz kolejny, jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił, marsz do linku Krzysztofa). Taki to chrześcijański kościół.

 

Mało jeszcze? No to o tym wpełzającym w życie Szwedów totalitaryzmie pogadajmy.


http://www.rp.pl/artykul/567927_Dzielnica-tylko-dla-ekologow-.html

 

Obowiązkowo proszę powyższy artykuł przeczytać.


W sztokholmskiej Norra Djurgarden mieszkańcy mają prowadzić wzorcowe życie zgodne z wytycznymi lokalnych władz

Sortowanie śmieci, racjonalne odżywianie, kupowanie produktów z certyfikatami ekologicznymi i wynajmowanie samochodów zamiast ich posiadania. To obowiązki mieszkańców dzielnicy Norra Djurgarden. Powinni oni też uprawiać sporty i spotykać się z sąsiadami w przeznaczonych do tego celu lokalach.

Ci Szwedzi, którzy w 2012 roku wprowadzą się do 10 tysięcy ekskluzywnych mieszkań komunalnych, mają żyć zgodnie z założeniami szwedzkiej polityki klimatycznej. Nie wolno im będzie na przykład korzystać z kopalnych źródeł energii. Ich gospodarstwa domowe mają też wytwarzać jak najmniej odpadów. 


Podejrzewam, że Szwedom się to spodoba. Spustoszenie, jakiego dokonała ekologistyczna propaganda w mózgach prostych ludzi zaczyna przynosić plony.

 

Brzmi to wszystko strasznie bez mała, co?

I rodzi jedno pytanie. Jaki oni zajebisty musieli mieć kapitalizm, skoro teraz stać ich na taki socjalizm???

 

Jest ich mało na wielkiej powierzchni i mają dużo bogactw naturalnych, które eksportują. Drewno, rudy metali (żelaza przede wszystkim). IKEA, Volvo (sprzedane Chińczykom), Saab (sprzedany Holendrom), Scania (sprzedana Niemcom), Electrolux, Skanska, H&M.

Do tego Nobel ze swoją nagrodą, Bjorn Borg, Ingmar Bergman, Greta Garbo, Astrid Lindgren, Stieg Larsson i ABBA.

 

Mało? Tak czy siak musieli być wielcy, skoro dziś tak im odwaliło.

A nasze odczucia?

 

Wszędzie dogadasz się po angielsku. W sklepie, małym nawet, w windzie ze skacowanym pięćdziesięciolatkiem, na ulicy gdy staniesz zagubiony z mapą, to w maksimum 30 sekund podejdzie ktoś i nienagannym angielskim uprzejmie spyta, czy pomocy nie potrzebujesz.

 

Czysto, a wszystkie butelki PET i puszki sprzedawane z kaucją do maszyny w markecie oddajesz i kaucję odbierasz.

 

W 48 godzin nie udało mi się zrozumieć tego kraju.

 

PS. W 1968 w ciągu jednego dnia zmienili ruch z lewo na prawostronny
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ruch_lewostronny

 

PS  II. Neuros, dzięki. Połowę mi podpowiedział wczoraj przez telefon. Ja tylko spisałem. :-)

 

PS III. Jeden polski akcent był podczas wycieczki. „Piastowska Cafe” na Tagnergatan. Ale była zamknięta w niedzielę.

Rymasz

Gdy się spaceruje
po ulicach własnego miasta, to jest to czynność prozaiczna. Gdy to
samo robi się w obcym mieście, to jest to heroizm Kolumba
ruszającego w nieznane.

Nieważne, że ileś
tam setek człowieków tu mieszka. Wkroczyłeś, ty obcy, na ich
teren i eksplorujesz. Bezpardonowo i niewiarygodnie odważnie.


Tyle żartem. Ale
jest w tym ziarno prawdy, bo człowiek w nowym mieście w nowym kraju
się rozgląda i próbuje zrozumieć.

Bo mimo tego, że
ten globalizujący się w zabójczym tempie świat sprawia, że
sklepy na całym świecie wyglądają identycznie, oferując te same
produkty, że w kraju na drugim końcu świata idziesz zjeść to
samo co u siebie w kraju w identycznie wyglądającej restauracji, że
oglądasz ludzi ubranych w to samo co u ciebie w ojczyźnie, że
ludzie słuchają tej samej muzyki i jeżdżą tymi samymi
samochodami, to różnice kulturowe są widoczne gołym okiem.


Np. w Sztokholmie
jest ewidentne przyzwolenie społeczne na przechodzenie przez jezdnię
przy czerwonym świetle, gdy jezdnia pusta. I to jest logiczne, bo
jakie to niby zagrożenie i komu krzywdę robi, potencjalnie nawet? A
w Polsce policja za przejście przy czerwonym po pustej ulicy z dziką
satysfakcją zapoda mandat.

Ale za to w Szwecji,
gdy cię złapią na przekroczeniu prędkości o 10 km/h to masz
silnie przerąbanie. U nas suszarkowy taki drobiazg oleje. Bo w
Szwecji prawa się przestrzega. Jak nie wolno to się nie robi. Jak
wolno to się robi.


Państwo ma tu
totalny monopol na procenty. W niepaństwowym sklepie można kupić
roztwór wodny o smaku w niewielkim stopniu zbliżonym do piwa o mocy
3,5%. Więcej nie wolno, bo na wszystkim co mocniejsze łapę trzyma
Władza, która w państwowych sklepach sprzedaje alkohol. W sobotę
czynne do 15:00. W niedzielę zamknięte.

Podobno to dlatego,
że Szwedzi chleją ostro.


Podobno nie
odbierają też z krematoriów urn z prochami swoich bliskich. Nie
mają takiej potrzeby.


Jest schludnie.
Zadbane miasto, arcyciekawie położone na licznych wyspach. W
listopadzie to znaczy tyle, że jak od Bałtyku zawieje, to do szpiku
kości mrozi. Tu śnieg, mżawka i wiatr teraz. Paskudnie.


Drogo, ale wcale nie
tak jak straszyli. W knajpach, poza alkoholem, znośnie. W sklepach
da radę zacisnąć zęby i kupić niewielką torebkę orzeszków
ziemnych solonych za 10 zł. Na krótką metę da, jako jednorazowy
wybryk. :-)


Króla mają, ale
nie szanują. Bęcwały.

Kobiety w drzwiach
nie przepuszczą. Raczej autycy. Ma być od do i pod linijkę.
Uczucia podobno jakieś mają, ale nie dają po sobie za bardo
poznać.

Mało ich na takiej
powierzchni, nie wpadają za często na siebie.


W knajpach jedzą
biali, obsługują kolorowi. No sorry, tak to wygląda.


Firanek i zasłonek
w oknach nie mają, ale samochody mają klawe.


Piękne zadbane
stare miasto. Nikt im nie zburzył chyba. Polskę podczas tzw. potopu
szwedzkiego bezlitośnie złupili, niszcząc bezpowrotnie setki
polskich miast, burząc wszystkie fortece, twierdze i zamki, nawet
te, które poddały się bez walki, wywożąc bezpowrotnie setki ton
dóbr materialnych w tym dzieł sztuki. Wiszą do dziś w ich muzeach
i prywatnych kolekcjach.

Polska się po tej
wojnie nie podniosła. Sto i kilka lat po potopie były rozbiory.
Dopiero niemieckim narodowym socjalistom w duecie z ruskimi
internacjonalistycznymi socjalistami, prawie 300 lat po potopie udało
się dorównać bezwzględnemu i bezlitosnemu okrucieństwu Szwedów
zarządzających swoimi aliantami.

Oczywiście to,
dlaczego Polska dala się im złupić, to inna para kaloszy.


Poza starym miastem
z uroczystą zmianą warty, poza kilkugodzinnym szwędaniem się to
tu to tam, spędziliśmy dziś sporo czasu w Vasa Museet.


http://www.vasamuseet.se/sv/Sprak/Polski/


10 sierpnia 1628
podczas próbnego rejsu, po przepłynięciu 1300 metrów okręt
królewski Vasa spektakularnie zatonął po podmuchu wiatru. Mimo
przeprowadzonego postępowania nikogo za katastrofę nie ukarano.

Król Gustaw II
Adolf, który 3 lata wcześniej zlecił budowę okrętu potrzebnego
na wojnę z Polską, już w trakcie budowy zażyczyl sobie
dodatkowego pokładu z armatami, smukłości, bogato zdobionych
nadbudówek. Rozkaz króla to rozkaz i choć szkutnicy doświadczenia
nie mieli, to zlecenie wykonali. Statek nie został właściwie
obciążony balastem, miał zbyt wysoko położony środek ciężkości.
Pierwszy silniejszy podmuch wiatru przetrwał. Po drugim fiknął i
zatonął.

Kilkadziesiąt lat
później wydobyto prawie wszystkie armaty. W XVII wieku z głębokości
ok. 30 metrów! W specjalnych dzwonach z poduszką powietrzną (cały
czas tłoczono powietrze) nurkowali.

W 1961 okręt
wydobyto w stanie idealnym wręcz, bo niskie zasolenie i temperatura
Bałtyku nie sprzyjają rozwojowi pochodzącemu z Karaibów świdraka
okrętowca, który żre drewno jeśli tylko ma szansę.

Wymyślono metodę
konserwacji drewna, odbudowano okręt, wsadzono do muzeum, w którym
tuż po przekroczeniu drzwi wejściowych kopara opada na stałe. Ten
okręt jest wielki, zachowany (95%) i zrekonstruowany idealnie.


To najbardziej
spektakularne muzeum w jakim byłem.

Jutro koniec
wycieczki, ale mam nadzieję, że Szwecja zaciekawiła nie na tyle,
bym sobie jeszcze o niej popisał coś więcej niż tylko luźne,
szowinistyczne i spisywane na żywo uwagi.

Późno już. Padam
na pysk. Ktoś docenia w ogóle mój heroizm Kolumba? :-)


Rymasz

Żony jak to żony. Mają swoje zady i
walety.

Ale lepiej mieć żonę dobrą niż
złą. To uniwersalna zasada w każdej kulturze.

I lepiej żonę kochać niż nie
kochać.

Chociaż pokłócić się raz na jakiś
czas trzeba. A i dobra żona nawet może głupotkę popełnić.


Lepsza Połowa wyciągnęła mnie we
wtorek do kina na film „Amerykanin”.


UWAGA SPOJLER!!!


To jest niewiarygodnie nudna historia
ohydnego skurwysyna, który zawodowo zajmuje się zabijaniem ludzi i
pomaganiem innym skurwysynom w zabijaniu ludzi, i którym można
tylko gardzić. Przez cały film George Clooney, który owego
bezlitosnego i paskudnego drania udaje, snuje się po ekranie z miną
cierpiętnika. Problem w tym, że jego wyraz twarzy nie wskazuje na
cierpienia egzystencjalne, a raczej na takie związane z trawieniem.

Nie sposób mu współczuć, bo gra
obrzydliwe bydlę, które należy jak najszybciej odstrzelić. Zatem
normalny człowiek nie może się z tym skurwielem identyfikować.
Zatem film jest do dupy.


Tyle ja.


Lepszą Połowę zachwycił KLIMAT,
nieśpieszna narracja i piękne zdjęcia.


Czasami nie potrafię zrozumieć
Lepszej Połowy, ale ona ma dokładnie to samo ze mną, a ja potrafię
jej bardziej dokuczyć niż wyciągnięciem na chujowy film.


Ten film był we wtorek.

A już w piątek, czyli dziś, Lepsza
Połowa wyciągnęła mnie do Sztokholmu.

Od czwartku jest w Sztokholmie na firmowym zlocie. I sama wpadła na pomysł, że weekend możemy spędzić razem, bo jej w piątek firmowy spęd się kończy. Zakupiła mi
bilet lotniczy, bilet kolejowy do miasta i dwuosobowy pokój w hotelu. Palcem w bucie nie
kiwnąłem.

Zazdrośćcie mi! :-)


Teraz padła i śpi, co po dwóch dniach
firmowego jubla jest dziejową koniecznością. Jutro ruszamy w
miasto.


Po dzisiejszym dniu wiem co
następuje:

  1. Nienawidzę latać samolotami. To
    nudne, a moje zatoki nie lubią lądować i startować.

  2. Gdy się kupi (ZE ZNIŻKĄ!!!) w
    internecie bilet na kolejkę z lotniska do centrum Sztokholmu
    (Arlanda Express), to w pociągu biletem jest karta kredytowa, z
    pomocą której kupiło się bilet. Polska ma jeszcze wiele do
    nadrobienia, by do socjalnej socjalistycznej Szwecji się zbliżyć.

  3. Z lotniska do centrum jedzie się
    20 minut. Co w prajtyce znaczy, ze o 18:10 wylądowałem, o 19:00 całowałem LP.

  4. Z dworca Arlanda Express do hotelu
    Nordic Sea Hotel jest 15 metrów.

  5. Jest pieprzony mróz. Dziewczyny
    chodzą w rajstopach bez spódnic, co niektórzy faceci brykają na
    krótki rękaw.

  6. Rasowo jest kolorowo. Dużo
    Szwedów w pierwszym lub drugim pokoleniu.

  7. Szwędanie się bez mapy po
    mieście, którego się nie zna jest fajne.

  8. Nie ma w Sztokholmie taksówki,
    której nie prowadzi Turek lub Arab.

  9. Usługi bankowości elektronicznej
    są w Szwecji po prostu szybsze niż w Polsce.

  10. Internet w hotelu w XXI wieku to
    standard.

  11. Szwedzi nie znają się na piwie i
    zamiast piwa sprzedają roztwory wodne piwa.

  12. Czeka mnie zajebisty weekend. :-)


Sztokholm jest fajny.

I cóż, że ze Szwecji?


cdn.


Rymasz


  • RSS