Mój przyjaciel Kędzior (tak przy okazji, to równo rok temu wspólnie z Leszkiem w wileńskim hotelu piliśmy normalną wódkę i rudą wódę na myszach, mając na jutro w perpektywie kolejny dzień zwiedzania i wieczorny koncert Metalliki…) jest zapalonym cyklistą i fetyszystą. Ponieważ jego fetyszem są Mazury, to udaje mu się oba te hobby zgrabnie łączyć i pedoławać, gdy tylko ma okazję, przez mazurskie ostępy. Na dodatek ostatnio zainstalował na dachu auta trzymaczkę do rowerów i możliwości mu przybyło. Zatem kombinuje.

Mejla tej oto treści przysłał mi wczoraj:

Wykombinowałem coś…

;-)


Wyzwanie!
Skoro to ustrojstwo na dachu zdaje egzamin,
i (powoli i upierdliwie, ale…) jakoś idzie przetransportować
rowery na tym, to… Wreszcie w tym roku spełnię plan!
O świcie z rowerem na dachu do Niedźwiedziego Rogu,
a potem… tour the (…jak w załączniku! ;-)
W jeden dzień, na spokojnie, bez forsowania
i z uwzględnieniem przerw na papu i krajobraz -
- z palcem w d. do zrobienia.
Ale się nakręciłem.
Naprawdę, wiosna to totalna energia !
;-)”



Na co odparłem:

„Fajny plan – objechać Śniardwy.
Ale po ch.. Ci ten rower na dachu samochodu?”

:-)

Rymasz