Wziąłem dziś w fabryce (piątek, 21
stycznia 2011) dzień opieki nad dzieckiem. Dziecko autentycznie
chore, choć ja bym chciał tyle energii mieć na zbytki będąc
zdrowym, ile moje dziecko ma chorym będąc. Babcia cały tydzień o
Lenkę dbała, zatem po prostu wziąłem to wolne, by Babcię
zwolnić.



Zawozimy Babcię na dworzec,
odprowadzamy, pociąg wielki, że aż strach, dzieje się. Aha, no i
Stanisława Mikulskiego napotkaliśmy. Babcia przeżywała.



A potem Centrum Nauki Kopernik.


Z prawie czteroletnim człowiekiem
małym.


Do przedszkola się nie nadaje, bo
chore ciut, ale funkcjonuje znakomicie. Poznawajmy świat zatem.



Ależ ona się tam dobrze bawiła!


Oczywiście za mała jest by ojciec jej
tłumaczył prawa fizyki, chemii (dlaczego „fizyki” ma jedno „i”
na końcu, a „chemii” musi mieć dwa???), ale bawiła się
szampańsko. Zanim weszliśmy na docelową wystawę dla takich małych
człowieków, czyli Bzzz…
http://www.kopernik.org.pl/wystawy/bzzz/
,
to mieliśmy ponad godzinę. Wszystko było fajne. Robienie
megabaniek mydlanych, pompowanie bąbelków w cieczach o różnej
gęstości, ciągnięcie jelita, odkrywanie skarbów na „stanowisku
archeologicznym”, napędzanie mechanizmów, mieszanie piłeczek jak
w lotto, jeżdżenie windą z parteru na pierwsze piętro i z
pierwszego piętra na parter, kręcenie tym i owym, żeby coś tam i
przede wszystkim, taplanie się w strudze wody, pod pretekstem
przeprowadzania eksperymentów.



Potem było „Bzzz…”, czyli
wystawa specjalnie dla maluchów, a więc jeszcze więcej taplania
się w wodzie, oglądania taty kamerą termowizyjną, szaleństw na
zjeżdżalni, puszczania „motylków” wentylatorem połączonym z
kominem i czego tam jeszcze.



Zmęczyła się już córa, myślałem
po godzinie w „Bzzz…”, spadamy. Tym bardziej, że godzinę
pierwszą szwędaliśmy się po części dla człowieków większych.


Nic z tego.


„Tatusiu, ale ja się wcale nie
nudzę!”.


I zaliczyliśmy drugą rundę. Gdyby
Lenka nie zgłodniała, to więcej niż 3 godziny byśmy tam
spędzili.



Wiele eksponatów nie działa. Nie ma
dziwne. Są ekstremalnie użytkowane.


Ale muzeum na najwyższym poziomie.
Zachwycone dzieciaki i nastolatki hurtowo piszczą.



Tak jest wedle Centrum Nauki Kopernik
„Igor” hieroglifami.

http://kopernik.org.pl/wyniki/visitorData/88/7/14/272485/1295614754046.jpg


A tak „Lena”

http://kopernik.org.pl/wyniki/visitorData/88/7/14/272473/1295614696937.jpg



A tak córka z tatą wyglądają:

http://kopernik.org.pl/wyniki/visitorData/88/7/14/272384/ThermoCamera_20110121_135459.jpg



Na maila dostałem te pamiątki z
wizyty.



Czekam kiedy córa podrośnie, tudzież
siostrzeńców i siostrzenice Lepszej Połowy zabiorę.


Warto. Wybierzcie się, tylko w
powszedni dzień tygodnia i rano.



Lenka dała się stamtąd do świata żywych powrócić tylko dlatego, że zgłodniała, a kopernikowej restauracji nic jej nie
przypasowało.



A ja się ciesze z tego dnia.



Kurczę, zasadniczo, to każde odbicie
od fabrycznej rutyny robi mi dobrze.


Jestem homo faber, ale uczuć, to mam
jednak co najmniej tyle samo co rozumu.



I to mnie naprowadza na temat muzeów…
Ciekawe, czy będę kontynuował. :-)


Rymasz