Dzięki lekturze wywiadu w Rzeczpospolitej
z Juliuszem Machulskim dowiedziałem się, że ten wybitny artysta
to zwykła pijawka i naciągacz. Przyzwyczajony w PRL, że to państwo
finansuje pomysły filmowców, nie umie sobie nawet wyobrazić innego
finansowania swoich przedsięwzięć.


Trzeba nam tylko czasu i finansowego
wsparcia największych polskich koncernów z państwowym kapitałem.
Bo to musi być polski film, zrobiony w naszym języku

Rzecze pasożyt. Spółki skarbu
państwa mają mu dać, bo on chce nakręcić film po polsku. W końcu
od czego jest państwo jak nie od sponsorowania pomysłów artystów?


Polacy muszą się zastanowić, czy
wolą sfinansować zakup kolejnych trzech helikopterów, które
polecą do Afganistanu – czy film o jednym z najważniejszych
wydarzeń w naszej historii.

No właśnie. Państwo jakieś
fanaberie ma i pieniądze żołnierzom daje zamiast artystom.
Skandal! Nie od dziś wiadomo, że filmy Machulskiego dla polskiej
obronności więcej znaczą niż dobrze wyposażona armia.


Każdego roku jest problem z
pieniędzmi. Przytrafia się powódź albo inny dramat. Ale te sprawy
nie mogą mieć ze sobą żadnego związku.

Nawet zjednoczone siły natury spiskują
przeciw artystycznym zapędom wyłudzacza Machulskiego! Mi dać! Mi!
A nie jakieś wały srały będziecie umacniać.


Zresztą to nie są nieosiągalne
pieniądze. Remont pasa startowego na Okęciu kosztował tyle, ile
potrzeba na ten film. Albo chcemy mieć produkcję na europejskim
poziomie, albo nie zawracajmy sobie głowy.

Jeśli o mnie chodzi, to mam w nosie
europejskie produkcje finansowane za odebrane mi przymusem pieniądze,
które uczciwie zarobiłem, a nie, jak Machulski, wyłudziłem. Ale
Machulski się rozkręcił. Jakieś lotnisko będą, k…a,
remontować, zamiast mu kasy dać, żeby film nakręcił? Co to jest?
Bo to komu lotnisko potrzebne?

On naprawdę na poważnie to sadzi. I
daje się podpuszczać jak dziecko.


Łatwiej się dzisiaj robi filmy niż w PRL?

Podchwytliwe pytanie. W PRL problemem była cenzura. Jeśli
uśpiło się jej uwagę, pieniądze nie były problemem. Takich
filmów jak „Seksmisja” i „Kingsajz” dziś bym nie zrobił z
braku środków. Czasami mam bardziej wyszukany pomysł i od razu
reflektuję się, że nie będzie budżetu, by go zrealizować, więc
odpuszczam. Ale zyskaliśmy dostęp do techniki na światowym
poziomie. Zawsze są plusy i minusy.


Już wszystko jasne? Za komuny na każdy
pomysł Machulski od państwa kasę dostawał. I to był plus.
Minusem było to, że mógł robić tylko takie filmy jakie władza
pozwoliła robić. Ale z zaakceptowanie tego nie miał większego
problemu. A teraz kasy nie dostaje. I to jest dopiero granda!!! On
Machulski nie dostaje państwowej kasy na swoje produkcje, chociaż
ma sprzęt lepszy i może kręcić co tylko chce! Ale niech te plusy
nie przesłaniają nam minusów! Toż za własne kręcił nie będzie!


Nie interesuje mnie w tej chwili
dorobek Machulskiego, interesuje mnie wyłącznie jego bezczelność
w wyłudzaniu. Typowy peerelowski artysta. On na łańcuchu potulnie
tworzy, państwo jego pląsy finansuje. Nie umie chłop inaczej. Nie
wpadnie mu do tego zaczadzonego socjalistycznego łba, że filmy
można kręcić nie tylko za wyżebraną od państwa, a przedtem
przymusem odebraną obywatelom kasę, ale można spróbować
potraktować film jako przedsięwzięcie komercyjne i spróbować na
filmie zarobić. Zainwestować, a potem zarobić.


Oto czołowy polski filmowiec.

Zwykły wyłudzacz. Oni wszyscy tacy,
ci wielcy twórcy?


Rymasz