Europejskie stolice. Kilka zwiedzałem.

Sofia to staruszka czekająca na czar wróżki, który tchnie w nią życie i odmłodzi. Wilno jest jak już ciutkę odmłodzona hrabina robiąca sobie makijaż. Warszawa jest jak Robocop – strasznie ją zraniono, zabito właściwie, a teraz żyje reanimowana dzięki mnóstwu mechanicznych części; dawną duszę ma, ale ciężko do niej dotrzeć. Berlin jest jak tancerz techno w starej kaplicy. Sztokholm i Kopenhaga to autycy z pedantyczną powolnością porządkujący własne pokoje, w których zaproszeni przez nich samych goście sadzą im kupsztory po kątach. A Dublin to zwykły pijak (tylko tyle mam do powiedzenia na jego temat po jednym sobotnim wieczorze w Temple Bar – wiem, to idiotycznie krzywdząca opinia. To samo na temat Krakowa ma do powiedzenia tępy Angol po spędzeniu wieczoru kawalerskiego na krakowskim rynku).


Jaki jest Londyn?

Londyn to zdezintegrowany wariat posiadający wiele osobowości, błąkający się po pałacu swojego ojca na przemian tłukąc i sklejając rodzinną zastawę z chińskiej porcelany.


Szukając innej metafory.

Londyn to mieszanka studencka podana w solidnej, tu i ówdzie ozdobionej misternym ornamentem i inkrustowanej diamentami, srebrnej paterze. Mnóstwo mieszanki studenckiej. Kopiec mieszanki wylewającej się przez brzeg patery.


*


Londyn to wielkie miasto, pełne mieszkańców.

Z lotniska Luton dojeżdża się do Londynu koleją (do komunikacji wrócimy). My potrzebowaliśmy wysiąść na St. Pancras. Niewiarygodnie, spektakularnie pięknej stacji kolejowej przyklejonej do King’s Cross, czyli stacji, z której z peronu 9 i 3/4 odjeżdżał do Hogwartu Harry Potter. Przykleili przy wejściu tapetę w cegły, napisali „Platform 9 3/4”, dodali wózek na bagaże „wjeżdżający” w ścianę i kupa ludzi ma uciechę dzień w dzień pstrykając sobie wysoce oryginalne i niepowtarzalne fotki w charakterze popychacza wózka.

Spytajcie gugla. Albo nie. Pieprzcie gugla i spytajcie mnie.

Opowiem.



To co? Opowiadać?

Dawno nic dłuższego nie opowiadałem.

No dobra, to opowiem.



Student spotyka dwóch kumpli.

- Dokąd idziecie? – pyta ładnie, bo większość rzekłaby „Gdzie idziecie?”, chociaż to pytanie z „dokąd” jest 42 razy ładniejsze.

- Na wódkę.

- Kurczę, wy to umiecie namówić.

:-)




cdn.

Rymasz