Kącik Rymasza

O życiu i w ogóle

Wpisy z tagiem: avatar

AVATAR

25 komentarzy

Bajka. Baśń w zasadzie.

Przepiękna, olśniewająca, urzekająca baśń.
Zapierająca dech w piersiach od jednej z pierwszych scen, czyli
„rozpakowywania” zahibernowanych śpiochów.

A potem jest już tylko lepiej.

 

Baśń jak to baśń. Przetwarza znane motywy, odgrywa
przećwiczone scenariusze, jest prosta, zrozumiała i przekazuje morały,
których po baśniach oczekujemy. To nie jest dramat psychologiczny, w
czasie seansu którego dupa po piętnastu minutach boli i w którym są
jedynie nieoczywiste dylematy nie do rozstrzygnięcia.

Tu są idealistycznie naiwne ilustracje ZŁA i DOBRA.

Tu jest czaro lub biało bez szarości. Baśnie na ekranie nie lubią szarości.

Lubią za to feerię niewiarygodnych barw i
najdziwniejszych kształtów. Lubią spektakularne pościgi, ucieczki,
przyjaźń, bohaterstwo, zdradę, dumę, walkę, odwagę, porażkę, śmierć,
ból, cierpienie, miłość, zwycięstwo. Lubią kaskadę nieprawdopodobnych
krajobrazów, natłok ornamentów, pietyzm przy cyzelowaniu detali.

I tak właśnie jest.

Każdy kadr ocieka bogactwem, barokowym wręcz
przepychem. Każdy kadr pochłania, zajmuje, zniewala. Jest dopieszczony,
wymuskany, wypełniony treścią i niewyobrażalnym nowatorstwem po brzeg.

 

To film, który porywa na dwie i pół godziny,
angażuje zmysły i emocje, a każe zamknąć pysk rozumowi, który coś tam
niby w tle oponuje: a to, że góry nie latają (założymy się? Na własne
oczy przecież tu widziałem!), a to, że telepatię, nawet przy pomocy
zmyślnych urządzeń, między bajki trzeba włożyć (no to ona właśnie jest
na właściwym miejscu, bo w baśni jest!!!), a to, że proekologiczne i
antyokupacyjne moralizatorstwo nachalne (jak masz ochotę na nienachalne
pieprzenie, z którego nic nie wynika, toś po prostu seanse pomylił
nieboraku), a to, że to utopijna idylla, niewystępująca w naturze (a na
Pandorze byłeś? Nie byłeś, powiadasz? To co się mądrzysz!).

I kogo to w ogóle obchodzi podczas seansu???

Baśń oglądamy przecież.

 

I co z tego, że filozofia ekosystemu Pandory jest
w zasadzie żywcem zerżnięta z filozofii ekosystemu Pyrrusa z „Planety
Śmierci” Harrego Harrisona, ze zmasowanym atakiem wszelkiego co żywe na
najeźdźców włącznie?

I co z tego, że ta zbiorowa „inteligencja” „Solarisem” Lema zalatuje?

I co z tego, że zdalne sterowanie avatarami to Matrix w czystej postaci, tyle, że bez wtyczki w potylicy?

I co z tego, że wielkie, człekopodobne uzbrojone roboty sterowane ludźmi w środku to też Matrix?

I co z tego, że oswajanie tubylców i asymilacja obcego w tubylczej społeczności to „Tańczący z wilkami”?

I co z tego, że stająca na drodze bezdusznej galaktycznej korporacji Sigurney Weaver to Ripley z „Obcego”?

I co z tego, że finałowa bitwa to kalka finału „Powrotu Jedi”?

I co z tego, że tych „I co z tego?” wiele jeszcze z Pocahontas włącznie?

 

Nie ma to żadnego znaczenia, bo wszystko to tworzy
logiczny, zwarty, baśniowy świat i jest zharmonizowane, artystycznie
przetworzone i w spójną całość połączone.

Motywacje ludzi są przekonujące, niezależnie czy
to Homines Sapientes, czy to trzymetrowych, niebieskich ludzi kotów
(które, tak na marginesie, poruszają się z nieziemską gracją niczym
Michael Jordan i Scottie Pippen za najlepszych lat – oczu nie można
oderwać).

Wszystko biorę bez zastrzeżeń, łącznie z wątkiem
romansowym i naprawdę dziękujmy, zależnie od wyznawanego światopoglądu,
czy to Bogu czy to bezdusznym prawom natury za to, że ktoś taki jak
Cameron przywraca sens kinu. Bo od opowiadania takich właśnie historii
jest kino i tak właśnie powinno to robić.

Miażdżyć nasze zmysły cały czas za pomocą nowych środków artystycznego wyrazu.

Jak to dobrze, gdy wyobrażenie, że nic
doskonalszego wizualnie niż „Władca Pierścieni” nie sposób na ekranie
stworzyć, okazuje się zabawnym złudzeniem jeno.

 

Od tej chwili nie chcę oglądać filmowych baśni inaczej niż w 3D.

Ten film to jest rewolucja, ten film zmienia
oblicze kina, ten film przez kilka co najmniej najbliższych lat będzie
najbardziej kasowym filmem w historii. Ja do IMAXa wybieram się ani
chybi drugi raz.

 

Pytanie tylko co zrobi Cameron z domową edycją na płytach DVD i Blue Ray?

To trzeba przecież zobaczyć w kinie, na wielkim ekranie w 3D. Jak to zrobić na największym choćby telewizorze?

Czyżby kolejna rewolucja?

 

Nie czekając na nią, tak czy siak do kina marsz!


  • RSS