45. urodziny cieszą w zasadzie tylko dlatego, że udało się tyle dożyć. Młodzieńczego entuzjazmu, który za wszelką cenę usiłowała ze mnie wykrzesać przejęta urodzinami ojca Córka, już na stałe brak.

Kiedyś radośnie ogłaszałem światu, upojony, jak każdy neofita nowo nabytą świadomością, ateistyczną wiarą w brak Boga, że krócej żyję niż nie żyłem, a gdy umrę to wrócę do stanu sprzed narodzin. Teraz mam jedynie do powiedzenia, że na tym najlepszym ze światów będę żył krócej niż już żyłem. Nie ma chuja, żebym do 90. dociągnął.

Co nie zmienia faktu, że dopóki żyję to powinienem się mieć na baczności.

Wieczorem Lepsza Połowa spytała czy jest coś specjalnego, co bym chciał na urodziny. Odparłem, że dwie osiemnastki mogą być.
.
.
.
.
.
.
To był, kurwa, błąd.

Morał.
Niekoniecznie teksty, które twoi kumple uznają za zabawne, nadają się dla żon.