Doszedłem właśnie do błyskotliwego wniosku, że jestem w wieku, w którym należy zacząć korzystać ze zgromadzonego dotychczas doświadczenia. Żyję dłużej niż jeszcze będę żył, zatem w zasadzie jestem starcem, który z wysokości ambony swego wieku ma prawo głosić to czego już się dowiedział w pocie i trudzie, nie raz narażając na szwank własne życie. A co!

 

Oczywiście życie me to iskierka ledwie na chwilę wyprysła z roznieconego 13,8 miliardów lat temu ogniska. Nikt na nią nie zwróci uwagi opiekając swe kiełbaski. Ale nic a nic mi nie przeszkadza świadomość, że najdłużej jednak to nie żyłem. Przez większość czasu wszechświat musiał sobie radzić beze mnie. Łono Matki, niechętnie i z wyraźnym ociąganiem (ach, to przeczucie!), opuściłem w październiku 1972 roku (na siłę mnie dranie wyciągali!), zatem we wszechświecie pojawiłem się jako unikalna ludzka istota w styczniu rzeczonego roku. Naprawdę dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że krócej żyję niż nie żyłem i więcej nie wiem niż wiem. Skala mej ignorancji naprawdę imponująca jest. Blogaska popełniłem wieczność temu (w 2001 roku), ale, napiszę to naprawdę szczerze, absolutnie nie mam się czego wstydzić. Nawet gdy z pobłażaniem patrzę dziś na występy Rymasza lat temu kilka, dziesięć, albo więcej. Poglądy mamy inne, bo wszystko płynie, jak mawiał Pan Tarej, ale pozostaję spójny.

 

Dokładnie to samo niedawno zauważyłem na niwie zawodowej. Ja już przestałem się dobrze zapowiadać i umiejętność błyskawicznego się uczenia przestała być moim głównym atutem. Teraz jest nim umiejętność błyskawicznego korzystania ze zgromadzonego doświadczenia. I za to właśnie mi teraz płaci aktualny kapytalysta. W wieku lat 43. nie jesteś już obiecującym talentem. Jesteś mężczyzną w sile wieku, który swe talenty najproduktywniej powinien wykorzystywać. Lepszej okazji nie będzie. Nie jestem już tak głupi jak 15 lat temu i tak stetryczały i zmęczony jaki będę za lat 15, jeśli oczywiście tak sędziwego wieku dożyję. Zatem nic tylko napierdzielać na chwałę Pana!

 

Zwłaszcza, że taka jest właśnie zdaje się moda. Uświadomił mi to kumpel, który w wieku lat 40. niespodziewanie odkrył w sobie talent do pisania życiowych mądrości i dzielenia się nimi ze światem. Nie mógł nieborak dłużej znieść sytuacji, w której świat jest w dalszym ciągu pozbawiony owoców jego talentu i szlachetnie postanowił tę sytuację naprawić. Przy czym talentu do pisania nie ma chłop w ogóle i generalnie smętnie pitoli jakieś napuszone pierdolety o tym, że chcieć to móc. I głuchy jest na dobre rady, że powinien sobie odpuścić. Ja w przeciwieństwie do niego przynajmniej mam talent. Co prawda nie mam silnego imperatywu nachalnego epatowania nim otoczenia, ale w sumie mogę pójść przedstawionym wyżej tokiem rozumowania i zrobić to nie dla siebie, ale dla bliźnich. No nie mogę być tak okrutny, by przez własne lenistwo pozbawiać zainteresowanych możliwości obcowania z własnoręcznie spisanymi przeze mnie mądrościami, które każdemu się przydadzą i niewątpliwie uczynią bardziej znośną wędrówkę przez ten łez padół.

 

Jedną z rzeczy których nauczyło mnie życie i którą jako pierwszą pragnę się tu z wami podzielić jest konstatacja, że ostry nóż i papier toaletowy są do siebie bardziej podobne niż wam się wydaje i należy ich używać rozsądnie i z należytą rozwagą. W obu przypadkach bowiem wystarczy jeden niewłaściwy ruch i palec upierdolony.

 

No! Jak na pierwszy raz po dłuższej przerwie to wystarczy.