Ma czas, szwęda się, przygląda uważnie, robi zdjęcia.

 

Doprawdy nic prostszego niż wyszydzić tych ludzi i ich pragnienie, by życie miało jakikolwiek sens. Tym się generalnie zajmują zawodowi ateiści przecież: szydzeniem z naiwności ludzi, którzy poprzez wiarę w Boga, mają czelność prosić życie o więcej niż ma nam do zaoferowania z punktu widzenia ateisty. To maszerowanie na kolanach do figurki, to kupowanie i palenie świec, te śpiewy do Boga, te modły zawodziste. Ojojoj, ale polewka.

 

Cóż, nie poszydzę, bo to szwędanie się, przyglądanie i robienie zdjęć mnie w stronę ciut innej, niż tępe szyderstwo z ludzkiej wiary w transcendencję, konkluzji prowadzi.

 

Też chciałbym wierzyć, że ten wszechświat w kupie trzyma nie bezdusznie obojętna grawitacja, która nie wiadomo czym jest i skąd, i po co się wzięła, ale Boskie Miłosierdzie do Stworzenia, które nie potrzebuje się tłumaczyć tym, czym jest i skąd się wzięło, bo samo w sobie jest początkiem i przyczyną.

Chciałbym.

 

Czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie potrafi podnieść? Tak! Po czym go stwarza i podnosi.

Wszechmoc też ma swoje prawa.

 

Ale ateista wyżej swojej dupy nie podskoczy, nieprawdaż?

 

Jestem w Portugali. W czwartek wracam.

 

A gdyby tak znów trochę poblogować?

Jest tu kto?