Wiele hałasu o nic.
Durny film po nic. Dwie stracone godziny, a z reklamami przed projekcją zasadniczą to będzie ze dwie i pół. Że o 62. złotych nie wspomnę.

Wizualnie się to może i ogląda, ale fabularnie nie da się tego gniota strawić. Nie ma nawet o czym pisać bo ilość idiotyzmów na minutę powala wręcz. Ja wiem, że ten film to bajka, a nie program popularno-naukowy, ale bajki też dzielimy na mądre i głupie. Ta jest głupia, bo o niczym, chociaż z niespotykanym zadęciem udaje, że jest o daremnej pogoni za odpowiedzimi na fundamentalne egzystencjalne pytania skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy. Każdy cokolwiek więcej od rozwielitki rozgarnięty człowiek sobie je zadaje i nieprzebrane zastępy filozofów skonały w beznadziei i poczuciu źle spełnionego obowiązku (że o hemoroidach z powodu intensywnego wysiadywania i rozmyślania nie wspomnę), próbując odpowiedzi na nie udzielić.
Myślicielowi Scottowi wyszło, że jesteśmy tak w zasadzie to po nic. Kaprys taki. Tudzież za paszę dla broni biologicznej robimy.
No bzdety jakieś, na które czasu szkoda.
Tyle to potrafi nawet Richard Dawkins wyartykułować, który na filozofii i ludzkiej naturze zna się tak samo jak ja na hodowli bonsai (trzeba chyba podlewać, prawda?) i prowadzeniu samolotów pasażerskich (wiem, że łatwiej wystartować niż wylądować, bo przy starcie wystarczy w niebo trafić, a przy lądowaniu to już z dużej wysokości i przy dużej prędkości w punkt bez mała trzeba wcelować).

Taki „Matrix” był identycznie nadętym, piramidalnym idiotyzmem, ale przynajmniej wizualnie rewolucyjny był i mogę go oglądać bez przerwy i na okrągło, bo to po prostu fajny, głupi film o niczym.
„Prometeusz” to siódma woda po kisielu. Wszystko to już było w poprzednich częściach, chociaż to prequel niby. Tak samo się Scottowi udał jak Lucasowi „Mroczne widmo”.
Aj tam, na pisanie o tym czymś nawet szkoda czasu.

Idźcie lepiej na jakąś kolację we dwoje i zróbcie potem nowego Polaka. Seans sobie darujcie, bo po tej krwawej jatce na mielonego nawet nie będziecie mogli przez miesiąc spojrzeć, że o tatarze nie wspomnę. Zombie też udało im się tam upchnąć.

Charlize Theron zagrała całkiem udatnie zimną sukę i to tyle na temat zalet tego filmu. Ale nawet i to spieprzyli, bo jak się zaczęła rozbierać to ucięli.

Jak najdalej od kina! Potwierdza się zasada, że im bardziej jakieś gówno wspiera absurdalnie kosztowna kampania reklamowa, tym większa to chała.