Podróżowanie w nowe miejsca
samolotem ma jeszcze tę zaletę, że się od ogółu do szczegółu
płynnie przechodzi.

Najpierw masz kompleksowy punkt
widzenia na całość.

Jak się z tej perspektywy
prezentuje Holandia i okolice Amsterdamu? Imponująco.


Krajobraz w 100% stworzony przez
człowieka. Niezliczone kanały, na których statki, barki, żaglowce,
linie brzegowe równiutkie, wszystko zagospodarowane, autostrady,
drogi i dróżki, działki równo podzielone, w obejściach
schludnie, boiska piłkarskie, domy, osiedla, cywilizacja.

Pracowity naród, nie ma to tamto.
Widać setki lat systematycznej harówki (wydzierali ziemię morzu,
sami sobie kraj tworzyli!). Szklarnie tam hektary zajmują! Ziemie
ciągle nawodnione – nic dziwnego, że to mocarstwo rolnicze,
chociaż kraj mały. Wiatraki przepompowujące wodę (znaczna część
kraju znajduje się poniżej poziomu morza), zostały zastąpione
przez produkujące ekonomicznie niezasadnie drogą energię
elektryczną ekologistyczne maszynki do mielenia ptaków. To właśnie
Europa w XXI wieku. Kiedyś wiatraki stawiano w Holandii, bo były
potrzebne i pełniły ważną i niezbędną z punktu widzenia
społeczności rolę. Dziś wiatraki się stawia, bo obowiązującym
dogmatem wiary jest w UE hipoteza o globalnym ociepleniu pochodzenia
antropogenicznego. Na tym polega postęp, wyryczą zgodnie jednym
gardłem konsumenci jedynie słusznej papki medialnej. Jest tylko
polityka, sensu i użyteczności brak. Lemingi o sformatowanych
fałdach szarej substancji mózgowej płacą więcej i popierają, bo
taka jest dziejowa konieczność dziejów. Marks i socjalistyczna
logika inaczej górą.


Lotnisko Schiphol znajduje się ok. 20
km od miasta i samo w sobie jest oddzielnym tworem. Tu 80 tys. ludzi
dzień w dzień pracuje. Lotnisko potężne, jedno z większych na
świecie, w nim wielkie centrum handlowe, obok biurowce, pod
lotniskiem dworzec kolejowy i pociągi z wagonami dla uczulonych na
ludzką mowę, okolica gęsta od hoteli. Do każdego hotelu bez
dodatkowych opłat zasuwają wahadłowe busiki.


W niedzielę wylądowałem późno,
więc się nie napinałem, wypiłem piwo w barze w hotelu obok i
poszedłem spać.

Hotel Etap jest tani, ale projektowano
go jako więzienie i dopiero w ostatniej chwili zmieniono zdanie i
zamiast więźniów do środka wpuszczono jeszcze nie skazanych. Nie
ma kart do cel, jest wbijany z klawiatury PIN. Płatne z góry.
Śniadanie bez talerzy, na zadrukowanej kartce papieru bezpośrednio
na tacy, do wyboru dalece przetworzona wędlina mięsna, prawie że
żółty ser, jajko na twardo, podła kawa, sok, płatki, siakieś
pieczywo, jabłko i kiwi.

Tak wygląda cela. Plastikowy prysznic,
miniaturowy wychodek, brak szafy, piętrowa prycza.

Polscy robotnicy gwarnie konsumują
kupione w dyskoncie piwo na tarasie. Nie mam nic przeciwko. Im
taniej, tym lepiej i ja to, jako konsument, popieram.

Hotel obok to Ibis, tej samej sieci,
ale jakościowo półkę wyżej. Tam był bar i cywilizacja.


W Amsterdamie mistrzostwa Europy w
strzelaniu z łuku. W hotelu uwięzione zostały reprezentacje
Polski, Austrii, Litwy, Rosji, Ukrainy, Bułgarii. Tyle chyba
wyczaiłem. Rano przed wejściem polski reprezentant jarał szluga i
opowiadał koleżance i trenerowi jak to nie usnął w nocy, bo się,
cytuję, wysrać nie mógł. Miałem podjeść, zapytać, czy
upolowali jakiegoś królika, bo ich w okolicy Schiphol Amsterdam
Airport sporo kica, ale po takim dictum zrezygnowałem. Potem
chciałem pożyczyć od kogoś łuk, żeby powystrzelać takie
czarno-białe, skrzeczące pierzaste skurwysyny z czerwonymi dziobami
(nie bociany, mniejsze są i bez przerwy piskliwie szczekają), ale
ponieważ z natury jestem nieśmiały, to się nie odważyłem.


Od rana robota. Pedantyczni i
poukładani, uporządkowani, od do, wszystko na kancik. Robotę
trzeba zrobić dobrze i tyle. Takich oryginalnych Holendrów
poznałem.


Wieczorem Amsterdam.

Najpierw podwójnie cichobieżny
pociąg, a potem miasto.


Co ja mogę mieć do powiedzenia o
mieście, po których chodziłem ze trzy godziny, a godzinę
przesiedziałem przy stoliku w knajpie na Placu Rembrandta?

No nic mądrego, jak zresztą o każdym
innym mieście, w którym byłem przez chwilę. Zatem opowiem, ok?


W części miasta w okolicach dworca
centralnego i pierwszych kanałów jest ludno, gwarnie, chodniki
brudne, mnóstwo emigrantów.

Wszędzie, ale to naprawdę wszędzie
rowery.

cdn.