Czy jest tu ktoś, kto nie zna skeczu Kabaretu Dudek pt. „Sęk”?


Jak ktoś nie zna, to szybko zasuwa do kąta i odrabia zaległości razem z „Panem Tadeuszem” i „Lalką”. Ta sama skala nieznajomości filarów kultury polskiej.




Kiedyś to się skecze pisało, co? Kiedyś to kabarety były, nie to co te pajace teraz, które w rytm dyskopolo pląsają, odgrywając scenki z seriali. Wyśmieją księży, popierdzą do mikrofonu i już można ze śmiechu zdechnąć.


Kabaret Dudek skecz spopularyzował i kulturze polskiej przywrócił, ale oryginalny tekst jest przedwojennym szmoncesem, co więcej, w polskiej kulturze, dzięki Dudkowi, archetypem szmoncesu jest. Żydowska kultura i żydowskie szmoncesy z polskiej kultury po II Wojnie Światowej zniknęły, bo Niemcy wymordowali obywateli polskich narodowości żydowskiej, a Rosjanie ocalałych z holocaustu z Polski przegnali. Tylko dzięki Horacemu Safinowi i Kabaretowi Dudek nie zniknęły całkowicie (Tuwim po wojnie nie próbował).


Autorem oryginalnego przedwojennego tekstu skeczu jest Konrad Runowiecki ps. Konrad Tom. Ja znam tylko wykonanie Dudka. Od małego, czyli od nowości znam. I od małego zastanawiało mnie jaki dokładnie interes proponuje Zbigniew Rapaport Jakubowi Goldbergowi z Lubartowa


- Dwa, trzy tysiące masz?

- Mam mieć. Co jest?

- Jest tak: Friedmann ma weksel Szapira z żyrem Glassa i windykator jest Bernstein. On daje pięćdziesiąt procent, franko loco towar jest u Lutmanna. Tylko ten towar jest zajęty przez Honigmanna z powodu weksel Reutberga. Za ten weksel Reutberga można dostać gwarancję od jego teścia Rosenzweiga, tylko on jest przepisany na Rosenzweigową, a Rosenzweigowa jest chora…

- A co jej jest?

- Co by jej nie było, to my dziedziczymy dwadzieścia procent, tylko Lutmann musi mieć pewność, że Reutberg go wypuści, oczywiście, jeżeli Rosenzweigowa jeszcze dziś się przeniesie na łono Abrahama. To Malwina Feinstein nie ma nic przeciwko, ale Lipszyc musi dostać pięćset dolary…

- Co?

- Nie gotówką, tylko połowę, na resztę zwolnienie od procesu od ciebie. Jasne?

- Oczywiście, że rozumiem.

(…)

- Chodzi o to czy Rosenzweigowa wytrzyma do procesu.”


Tyle tekst w nieśmiertelnym wykonaniu Dziewońskiego i Michnikowskiego. O co chodzi zatem?

Dla mnie to zawsze (od maleńkości, gdy słuchałem tego skeczu zgranego z telewizora na szpulowym magnetofonie moich rodziców – piraci!!!) brzmiało jak niezrozumiały bełkot. Ale może jednak da się ten interes do zrobienia logicznie wytłumaczyć?

Spróbuję, choć jestem ekonomiczny lajkonik i smykałki do takowych biznesów nie posiadam.


Byniek proponuje Kubie interes, w który trzeba zainwestować dwa, trzy tysiące złotych. Czyli raczej trzy. Interes polega na tym, że Friedmann, chwilowo cierpiący na brak gotówki, jest właścicielem weksla Szapira podżyrowanego przez Glassa i windykowanego przez Bernsteina i jest gotów z tego weksla oddać 50% wartości.


Warunki powodzenia interesu są dwa.

1. Towar Lutmanna trafia do Friedmanna. Problem, w tym, że żeby transakcja doszła do skutku chora Rozencwajgowa musi umrzeć przed licytacją weksla wystawionego przez Reutberga na Honigmanna, który z powodu owego weksla zajął towar Lutmanna. Rozecwajgowa musi umrzeć, bo wtedy na weksel, który odziedziczy Malwina Fajsztajn i która nie ma nic przeciwko temu, da gwarancję mąż Rozencwajgowej, a teść Reutberga, pan Rozencwajg (dopóki żyje Rozencwajgowa, weksel jest jej – mąż go na nią przepisał). A gdy weksel Reutberga zostanie zagwarantowany przez jego teścia Rozencwajga, istnieje możliwość, że Honingmann zwolni towar Lutmanna. Ale tu pojawia się tajemniczy Lipszyc, znajomy Byńka, który musi dostać (od Kuby Goldberga właśnie) owe trzy tysiące (połowę pincet dolary), na zwolnienie od procesu (windykacji), która ma się odbyć jutro. Zatem Rozencwajgowa musi umrzeć dziś, tak samo jak dziś pieniądze musi dostać Lipszyc.


2. Fridmann dostaje pieniądze za weksel i wypłaca je zgodnie z umową, ale żeby dostać te pieniądze, Bernstein musi zwindykować żyranta Glassa (Schapiro jest niewypłacalny).


Tyle mojej interpretacji, choć po głębszym namyśle stwierdzam, że po paru głębszych podejmuję się podać jeszcze ze dwie interpretacje tego interesu stulecia – równie brawurowe. Tyle, że w żadnej z nich nie ma miejsca na owe „my dziedziczymy 20%”. Jak by nie patrzył, jednak bełkot, chyba, że ktoś mnie przekona, że jest inaczej, chociaż podejrzewam, że wątpię.

Wniosek zaś jest taki, że przemowa Byńka na temat owego interesu zależnego od całej masy niezależnych od siebie czynników i nieprawdopodobnych splotów okoliczności, niczym się nie różni od fascynujących przemówień ministra finansów i przemówień pozostałych członków rządu z  Donaldem w kieszeni, TFU!, na czole, TFU!, czele. Znaczy się bełkot niczym się nie różni od bełkotu.

O ponadczasowej aktualności przedwojennych szmoncesów świadczy nie tylko przepowiedzenie owej niezrozumiałej dla nikogo transakcji, jaką nam dzień w dzień proponuje najlepszy rząd tysiąclecia: wy nam dajecie waszą kasę i im więcej dacie tym lepiej, a my wam obiecujemy złote góry i im więcej obiecamy tym więcej dacie. I Byniek, i tzw. „kręgi rządowe” powołują się przy tym na tajemnicze koneksje z Lipszycem. Tu zwolni od procesu, tam wyczaruje 300 miliardów Eurasków. Mniam, mniam. Ale moc szmoncesu jest jeszcze większa.


Tym razem Tuwim i szmonces „Mistyka finansów” i znów, nomen omen, w rolach głównych Goldberg i Rapaport:


„- (…) to jest ta mistyka finansów. I stąd się wziął ten cały kryzys ogólnoświatowy!

- Nie rozumiem.

- Ja panu wytłumaczę. Ameryka pożyczyła Anglii, Anglia Niemcom, Niemcy pożyczyli do Włoch, Włochy pożyczyli Szwajcarii, Szwajcaria pożyczyła Francji, Francja pożyczyła Anglii, a Anglia pożyczyła Ameryce!

- To kto ma te pieniądze? 

- Teoretycznie wychodzi, że myśmy powinni mieć te pieniądze.”


I tak samo dzisiaj. Skoro wszyscy są komuś coś winni, to kto tę kasę całemu światu pożyczył?

Ja wymiękam. Głowa Byńka Rapaporta by się przydała, żeby ten interes do zrobienia rozkminić…