Kącik Rymasza

O życiu i w ogóle

Wpisy z okresu: 1.2012

Podczas obrad komisji kultury w sejmie, pan Krzysztof Bęgowski ps. Anna Grodzka poseł ruchu poparcia osobnika znanego z tego, że lubi prezentować publiczności swoją wykonaną z gumy podobiznę na baterie (copyright Ziemkiewicz), nazwał Tadeusza Rydzyka panem Rydzykiem. Zdaniem wielu uczestników obrad było to zachowanie skandaliczne i niekulturalne, bowiem jedyna poprawna forma w jakiej wolno o Tadeuszu Rydzyku się wypowiedzieć, to ojciec Rydzyk. W żadnym wypadku pan. Wielu posłów i posłanek poczuło się niesamowicie obrażonych, tym, że pan Krzysztof Bęgowski ps. Anna Grodzka „mówi na księdza, księdza polskiego, pan”. A w ogóle to powinien mówić „ojciec, bo ksiądz nie jest księdzem, tylko zakonnikiem”. W związku z tym, obrażonym posłom należą się przeprosiny. Tu i teraz, natychmiast!
Pan Krzysztof Bęgowski ps. Anna Grodzka przytomnie zauważył, że „w języku polskim wyrażenie pan nie jest obraźliwe”. Co poseł PiS Jan Dziedziczak spuentował jeszcze przytomniej stwierdzeniem „Ma pan rację”.
To z kolei spowodowało niesamowite oburzenie. „Jak pan może!” nie skończył myśli jeden z uczestników. Ja skończę za niego: „Jak pan może nazywać kogoś panem!”. Komedia, czy dramat?
A poseł znany z tego, że lubi prezentować publiczności swoją wykonaną z gumy podobiznę na baterie, przełożony pana Krzysztofa Bęgowskiego, ps. Anna Grodzka, nazwał ciętą ripostę (naprawdę oklaski – mistrzostwo!) Jana Dziedziczaka „niebywałym chamstwem”. I zażądał ukarania, bo jak się do pana Krzysztofa Bęgowskiego, ps. Anna Grodzka, mówi per „pan” to to jest skandaliczne, transfobiczne (co to znaczy???) i „last but not least” nietolerancyjne. Na czym jak na czym, ale ten specjalista od świńskich ryjów, na chamstwie i nietolerancji wobec myślących inaczej niż on zna się jak mało kto, ale mieć pretensję do pana Dziedziczaka, to tak jak mieć pretensję do tego dzieciaka z „Nowych szat cesarza”, który jako jedyny prawdę powiedział.

Komisja kultury sejmu RP. Specjaliści od uchwalania dobrego prawa. Za to im pensje podobno płacimy.
„A on powiedział na księdza pan, a powinien powiedzieć ojciec, bo to nie ksiądz, tylko ojciec!”
„Określenie pan nie jest w języku polskim obraźliwe, ale to, że on powiedział na mnie pan, to szczyt nietolerancji!”

Czym to się różni od smarka z podwórka donoszącego: „Mamo, a on powiedział, że jestem gupi!”? Niczym.

Co obraźliwego jest w nazwaniu ojca Rydzyka, panem Rydzykiem? Nic. No przepraszam wszystkich katolików, ale naprawdę nic. Pan poseł Krzysztof Bęgowski, ps. Anna Grodzka, ma rację. Świadczy to o lekceważącym stosunku do rzeczonego księdza, ale obraźliwe nie jest. Wolno sobie księży ważyć lekce, nie jest to i nie powinno być karalne.
Co obraźliwego jest w nazwaniu panem, mężczyzny, który po skończeniu pięćdziesiątki i odchowaniu syna, którego jest ojcem, postanawia napompować swoje ciało żeńskimi hormonami, uciąć sobie jądra, a penisa wywinąć do środka ciała? Też nic. Ale w dowodzie mu wpisali, że jest kobieta, więc wara wam chamy!
Wpis w dowodzie, wpisem w dowodzie, a facet dalej wygląda jak starszy pan, mówi jak mężczyzna, urodził się mężczyzną (płodnym!), genotyp ma mężczyzny, tyle, że lata w kieckach, maluje się i farbuje włosy na buraczkowo. I sobie jądra uciął. Widziałem zdjęcia jednego cudaka, który się na zielono wytatułował i język na pól sobie przeciął. I co, on teraz jest jaszczurka? Z pewnością się tak czuje, ale co to ma do rzeczy?

Ale sprawa wcale nie jest taka lekka i zabawna, chociaż jedynym powodem, dla którego pan Krzysztof Bęgowski, ps. Anna Grodzka, kandydował do sejmu, była jego operacja i zmiana nazwiska w dowodzie. „Kandydowałam do Sejmu po to, by oswajać ludzi z transpłciowością”. No i oswaja.

Ja osobiście temu człowiekowi głęboko współczuję. Mieć tak poważne problemy z osobowością, z własną płcią, decydować się na tak drastyczny krok w takim wieku – oj, to nie żarty i nie przelewki. To musi być naprawdę dramat.
Ale pytanie brzmi, czy chore jest ciało, czy chora jest dusza?
Tytułowemu Ptaśkowi z powieści Whartona należało kości wydrążyć, pióra i skrzydła zamiast ramion poprzyklejać? Czy może starać się inaczej pomóc?

Dlaczego współczesna medycyna uznaje, że na problemy z zaburzeniem własnej płciowości najlepsza jest interwencja chirurga? Dlaczego w sposób całkowicie nienaturalny lekarze zmieniają ciało, a nie próbują leczyć duszy?
Nie rozumiem tego współczesnego świata.
Sejm to arena dla pląsów nadąsanych klaunów, lekarze zamiast leczyć okaleczają zdrowych fizycznie mężczyzn (a gdzie przysięga Hipokratesa?!), politpoprawność zabrania nazywać umalowanego faceta w kiecce facetem…
Żyjemy w domu wariatów. 


Rymasz

W Polsce jest węgiel brunatny, brunatne niedźwiedzie, brunatne morze i wielka obfitość brunatnych koszul. O tym ostatnim nauczają wszystkie postępowe, czyli lewicowe autorytety. To ci idioci, którzy mylą narodowych socjalistów z faszystami, patriotów z narodowymi socjalistami, a komunistów z patriotami.

POŻYTKI I NIEPOŻYTKI Z BRUNATNEGO
Pożytków płynących z posiadania węgla brunatnego oraz brunatnych niedźwiedzi tłumaczyć mi nie trzeba. No może tylko dobrze by było gdyby ktoś mi objaśnił dlaczego mając tyle brunatnego węgla, kłopoty z niedoborem węgla kamiennego i takie kłopoty z energią, nie budujemy kolejnych elektrowni na ten węgiel, który może i mniej wydajny niż kamienny, ale za to płycej jest i łatwiej go wygrzebać. Aha, już wiem. Pewnie Niemcy nam nie pozwalają, tak jak nie pozwalają nam zbudować elektrowni atomowej. Niemcy zawsze wiedzą lepiej, co jest dobre dla Polaków, a odkąd bracia Kaczyńscy pozbawili Polskę niepodległości, musimy Niemców słuchać.

No i niedźwiedzie chyba zawsze fajniej mieć niż nie mieć, nawet gdy jest ich tylko 90 w całym kraju. Co prawda zupełnie nie wiem do czego poza robieniem szkód potrzebne są dzikie niedźwiedzie, ale ustalmy, iż niedźwiedź Wojtek przekonuje mnie w zupełności, że to sympatyczne bestie, gdy je tylko oswoić, czyli powyłapywać.

Brunatne morze się przydaje, bo porty na nabrzeżu pożyteczną pełnią rolę. Gdyby nie one, musielibyśmy importować wszystko od Chińczyków lądem (czyli tak jak od Rosjan importujemy węgiel kamienny, którego w Polsce mamy za mało, bo pozamykaliśmy kopalnie, które go za dużo produkowały). No jak to tak lądem?! O tym, że dobrze mieć dostęp do morza wiedzą też dobrze nasi odwieczni przyjaciele Niemcy. Dlatego też konsekwentnie próbują odciąć Polskę od morza.

Za to walorów turystycznych brunatnego morza już nie rozumiem. Trzeba być pozbawionym radości życia masochistą, tudzież uwielbiającym znęcać się nad swoimi bliskimi sadystą, lub po prostu niespełna rozumu, by w wakacje wybrać się z rodziną nad polskie, brunatne i lodowate morze. Po co, skoro można pojechać na południe Europy nad jakieś morze błękitne i ciepłe? I jeszcze taniej taka wyprawa wyjdzie i szybciej się dojedzie, chociaż trzy razy dalej.

Ale brunatne i lodowate morze to nie wszystko co zagraża zdrowiu i życiu wczasowicza na polskim wybrzeżu. Gdy wczasowicz po kąpieli w lodowatej i brunatnej wodzie uda się do pobliskiego baru, by chlapnąć jednego na rozgrzewkę i przekąsić, powinien liczyć się z tym, że gorzały naleją mu za mało, zamiast sera feta w daniu będzie ser sałatkowo-kanapkowy przechowywany w szafce bez drzwiczek, fileta z dorsza nie doważą mu na 116 g czyli 6,96 zł, a personel będzie bez fartucha. O czym uprzejmie acz z przerażeniem donosi „Gazeta wyborcza” korzystając z wiedzy Dariusza Klugmanna, rzecznika prasowego Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Gdańsku. Zgroza i włos się jeży. Już chyba lepiej do tej brunatnej i lodowatej wody wleźć na cały dzień.

KTO NAS OCHRONI?
Na szczęście nasza socjalistyczna ojczyzna dysponuje służbami wyspecjalizowanymi w ściganiu powyższych przestępstw. Agenci Inspekcji Handlowej w pocie czoła tropią spekulantów i pilnują, by gramatura była pełna, a obsługa kulturalna.

Inspekcja Handlowa została powołana do życia przez władze Polski Ludowej (zwanej wtedy jeszcze oficjalnie Rzeczpospolita Polską) w 1950 roku, by „chronić konsumenta poprzez usprawnienie zaopatrzenia towarowego mas pracujących, zabezpieczenie interesów konsumenta i sprawności jego obsługi oraz zwalczanie spekulacji” i jest służbą pożyteczną i zaprawioną w bojach o umocnienie socjalizmu w naszej socjalistycznej ojczyźnie, czym z dumą chwali się rzecznik Inspekcji Handlowej w Szczecinie, Pani Beata Manios.
Nie zawahałem się użyć co trafniejszych fragmentów jej laudacji w dalszej części tekstu.

Nie bójmy się jednoznacznie stwierdzić, że „osiągnięcia Inspekcji Handlowej oraz zaangażowanie w sprawy konsumenckie mają wpływ na kształt tego urzędu, bez wątpienia z korzyścią dla konsumentów i szeroko rozumianego interesu państwa”. Tak jest, dokładnie to możemy wyczytać w laudacji pani rzecznik. W szeroko rozumianym interesie mas pracujących i państwa jest utrzymywanie stalinowskiej służby do walki ze spekulacją, która poszczycić się może długą i chlubna historią.

Oficjalna wykładnia jest taka, że IH (IHAAA!, to brzmi jak odgłos wydawany paszczą przez zwierzę nad Wisłą), ma na celu chronić bezbronnych obywateli przed kapitalistycznymi wyzyskiwaczami podobnie jak inne bliźniacze jej służby: inspekcja pracy, sanitarna, skarbowa oraz wszystkie pozostałe wymysły rozbuchanej bizantyjskiej biurokracji.
Ale to tylko zasłona dymna, ściema zwykła do mamienia głupoli. Niestety niewolnicy to łykają jak pelikan małe rybki: Władza o nas (czyli o swoją własność) dba i gdyby nie IHAAA!!! i sanepid to w restauracjach z koryta na brudnej podłodze byśmy chłeptali zlewki. Oto nowe prawo wiary.

A tak naprawdę to służby te służą do gnębienia. Ale to też nie jest najważniejsza ich rola.
Myślicie, że się wyzłośliwiam? To posłuchajcie co ma do powiedzenia na ten temat Maciej Buczek, zachodniopomorski wojewódzki inspektor inspekcji handlowej w Szczecinie: „Mamy dwa główne cele: stanie na straży budżetu państwa, czyli sprawdzamy, czy przedsiębiorcy postępują zgodnie z prawem, i chronimy prawa konsumentów”.

Oto właśnie chodzi, to jest gwóźdź programu.
Niejednego spekulanta wypuszczona falangą sfora najrozmaitszych inspektorów złapała. IHAAA!!! wyspecjalizowała się np. w badaniach „źródła pochodzenia towarów, co miało ujawnić ewentualne ukrywanie obrotów szczególnie przez właścicieli prywatnych. Takie działania to właściwie lata pięćdziesiąte, choć jak dziś już wiemy w pewnej części realizowane do teraz”. „W pewnej części”, dobre sobie.
Niewolnicy, ups, pardą, obywatele potrzebni są władzy po to, żeby płacić podatki, z których utrzymywane są tak pożyteczne urzędnicze instytucje jak IHAAA!, dzięki którym każdy obrót czymkolwiek jest rejestrowany, by władza od każdego obrotu czymkolwiek mogła pobrać jak najbardziej słuszny i zasadny haracz. Im więcej służb, tym strzyżenie owiec dokładniejsze.
Chwała im!

NIE BĄDŹ JELEŃ, NIE PŁAĆ PODATKÓW!

W praktyce strzyżenie frajerów działa tak, że np. reżim ogłasza wielką akcję propagandową, by uświadamiać i chronić niewolników, ups, pardą, obywateli przed nieuczciwymi praktykami. Aktualnie taka akcja to „Nie bądź jeleń, weź paragon”.

Oficjalnie i teoretycznie chodzi o to, że konsumenci nie znają swoich praw i są robieni w konia przez spekulantów, bo nie dostają paragonów i nie mogą reklamować wadliwych produktów. A naprawdę chodzi o to, że „paragon to potwierdzenie, że kwota podatku naliczonego w cenie zakupionego towaru trafi do budżetu państwa, czyli do naszej wspólnej kasy, a nie do kieszeni nieuczciwego przedsiębiorcy.W wyniku ubiegłorocznej akcji Ministerstwa Finansów „Weź paragon” okazało się, że skontrolowani przedsiębiorcy w trzecim kwartale 2011 roku wpłacili aż o ponad 20 proc. więcej podatków niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. W przypadku przedsiębiorców, u których nie zagościły kontrole fiskusa wzrost wpłat z tytułu podatków wyniósł tylko około 5 proc. Z danych zebranych przez Ministerstwo Finansów tylko w jednym województwie w pojedynczym kwartale wynika, że te dodatkowe 20 proc. wpływów podatkowych w sumie dało ponad 15 mln zł. A kontrolowany był tylko co pięćdziesiąty punkt handlowy”.
Ma ktoś jeszcze jakieś wątpliwości?

Wszystkie te pożyteczne akcje oraz wszystkie te służby mają jeden cel – złupić więcej. Tak to już jest w miłościwie nam panującym oświeconym niewolnictwie.
W tak opresyjnym fiskalnie ustroju jak obecny w III RP unikanie płacenia podatków (czyli między innymi sprzedawanie bez paragonu) jest zupełnie naturalnym odruchem, bo ile można dawać się łupić? To już lepiej nad polskie lodowate i brunatne morze na wczasy pojechać, niż wszystkie podatki zapłacić! Zresztą bez szarej, nieopodatkowanej strefy gospodarka tego kraju zupełnie by klęknęła, bo małym przedsiębiorcom, których nie stać nad magików od kreatywnej księgowości, opłacałoby się tylko plajtować, nie popłaciwszy zobowiązań. Reżim spenetrował już każdą sferę naszego życia, opodatkował w zasadzie każdą wykonywaną przez nas czynność, ale wcale się nie nasycił. Ciągle mu mało i ciągle chce więcej. Służby z korzeniami w stalinizmie nie wystarczą. Będą kolejne.

Zatem nie bądź jeleń!
„Lance do boju, szable w dłoń: Bolszewika goń, goń, goń” – chciałoby się powiedzieć, ale się nie powie, bo jak tu gonić wszystkie partie stanowiące w parlamencie prawo???


Rymasz

Jak nazwiemy człowieka, głowę rodziny, który co miesiąc wydaje więcej niż zarabia, na spłacanie starych długów zaciąga nowe, a i pieniądze odłożone na edukację dzieci też już dawno wydał?
Na mój rozum idiotą. W najlepszym wypadku zaś kompletnie nieodpowiedzialnym utracjuszem.

A jak nazwiemy człowieka, premiera dużego europejskiego kraju, który robi dokładnie to samo co ten pierwszy, tylko na dużo, dużo większa skalę, operując dużo, dużo większymi kwotami i pogrążając w spirali długów cały naród, nie tylko swoją rodzinę (ta ma się jak najlepiej zresztą)?
Na mój rozum dokładnie tak samo jak tego pierwszego.

Europa jest pełna takich ludzi na najwyższych stanowiskach. Premier Tusk nie jest żadnym wyjątkiem. Jego poprzednicy byli identyczni, jego odpowiednicy w innych państwach są identyczni.
Wydaje im się, że dopóki znajdują się chętni na przyjmowanie ich weksli, to wszystko jest w porządku.

Nie jest.
To banalna konstatacja – dopóki wydatki państw będą większe niż przychody, dopóki tworzenie deficytu przez rządy nie zostanie konstytucyjnie zabronione, dopóty długi będą rosły, a szansa na szybkie z nich wyjście będzie się oddalać.
Czy naprawdę trudno to zrozumieć? Może rzeczywiście pomoże przejście ze skali makro do skali mikro i spojrzenie na ten rząd jak na tego idiotę, który więcej wydaje niż zarabia i beztrosko kolejne kredyty zaciąga?

Rymasz

Zdaniem aktualnie władających planetą pieniądze są jak myszy, które, jak wszyscy wiedzą, lęgną się ze zgniłej słomy. A pieniądze lęgną się a to z drukarni, a to z banku, a to z funduszu, a to z giełdy.
Same z siebie się legną, jak je tylko poprosić.

Kryzys, który wstrząśnie tym aktualnie obowiązującym modelem tworzenia pieniądza zbliża się wielkimi krokami i jest tuż, tuż. Elity finansowe i rządzące wpadły w taką aberrację i samonakręcającą się spiralę, że uniknąć krachu nie sposób.

Kryzys w USA? Cóż nam po nim, kiedy FED dodrukuje dolarów ile tylko Obama sobie zażyczy. Kryzys w Grecji czy Włoszech? Się kupi obligacje, pożyczki udzieli. Skąd kasa na pożyczki? Międzynarodowy Fundusz Walutowy stosowną kwotę przeleje, pod zastaw rezerw walutowych państw UE. Da się? No pewnie!
I USA, i UE, i MFW mają wprawę w produkowaniu fikcyjnego pieniądza, chociaż gdzie im tam do banków, giełd i rozmaitych funduszy. W dzisiejszych czasach banki nazywane są bankami jedynie z przyzwyczajenia, bo tradycyjna działalność bankowa (przechowywanie powierzonych pieniędzy i udzielanie kredytów do kwoty zabezpieczonej owymi depozytami) to maksymalnie 30% ich działalności. Reszta to spekulacyjne gry i tworzenie fikcyjnego pieniądza, czyli kolejnych zer na elektronicznych kontach, np. poprzez udzielanie kredytu, dla którego gwarantem jest poprzednio udzielony kredyt.

Państwa wydają więcej niż zarabiają i wpadają w korkociąg długów, pieniądz bez pokrycia zalewa światową gospodarkę, przedsiębiorcy produkują na kredyt i sprzedają kolejnemu kredytobiorcy.
Dokąd to prowadzi?

Pieniądz to tak naprawdę umowny symbol, za pomocą którego wyraża się wartość gospodarki, czyli wartość ludzkiej pracy. Dopóki był złoty, tudzież oparty był na parytecie złota, to miał realną wartość i odzwierciedlał prawdziwą wartość pracy (tak silna gospodarka jaka wartość pieniądza). Tak było w czasach, gdy siła gospodarki opierała się na sile pracy ludzkich rąk (umownie, bo przecież nikt narzędziom nie odmawia racji bytu). To był etos gospodarki chrześcijańskiej.
Tyle, że taki pieniądz słabo nadawał się do spekulacji, a od kiedy o sile gospodarki i ilości pieniądza zaczęła decydować giełda i jej pochodne, to praca zaczęła mieć znaczenie drugorzędne. Giełda zabiła chrześcijański etos pracy, bo więcej pieniędzy dało się zarobić na spekulacji, a nie uczciwie pracując.
A raz rozkręcona karuzela spekulacji kręciła się coraz szybciej i coraz więcej spekulantów brała na pokład. Aż wszystkim się zaczęło wydawać, że cała gospodarka opiera się na spekulacji, a pieniądz da się tworzyć w nieskończoność.

Wam też to wmówiono i wierzycie w to, że inflacja, to naturalny mechanizm gospodarki kapitalistycznej, a nie mechanizm, za pomocą którego państwa i banki was okradają.
A przecież pieniądz traci na wartości nie dlatego, że gospodarka sobie słabo radzi (światowy PKB wciąż rośnie!), tylko dlatego, że państwa i rozmaite instytucje finansowe zajmujące się spekulacją (banki, fundusze, giełda) za pomocą rozmaitych narzędzi, tudzież zwyczajnie za pomocą drukarni, produkują pieniądz bez pokrycia w realnych wartościach.

Tylko ile wybudowanych na kredyt domów można sprzedać kolejnym kredytobiorcom?

Pierwszej czkawki od nadmiernego opicia pacjent dostał dwa lata temu. W ramach kuracji dopojono pacjenta wodą i jakoś mu przeszło. Teraz czka znowu, tyle, że woda mu się z czkawką już ulewa. A poją go dalej.
To się nie ma prawa dobrze skończyć.

Oczywiście nasza władza rekordowo zwiększająca zadłużenie i coraz bezczelniej stosująca kreatywną księgowość, by jeszcze chwilę poudawać, że jesteśmy zieloną wyspą oraz nasze niepolskie banki, które działają dokładnie tak samo jak banki matki (czyli jak spekulant na giełdzie) gotują nam dokładnie taką samą katastrofę. No może tym głupszą, że polski premier posuwa się do gotowości ratowania kosztem złotego obcej waluty. To kolejny powód, by tego łotra przed trybunałem stanu postawić.

No dobrze, a co się stanie, gdy kryzys już się przez świat i Polskę przetoczy? Będzie nadprodukcja, będzie bezrobocie, będzie chaos, choć przecież gospodarki dalej będą tak samo silne/słabe. Bo prawdziwa siła gospodarki leży w pracy ludzkich rąk, w ludzkiej przedsiębiorczości, a nie w wartościach akcji na giełdzie. Co kogo powinny te wartości obchodzić poza graczami? Czym się gra na giełdzie różni od gry w ruletkę? Ale wmówiono nam, że to indeksy giełdowe są najważniejsze dla gospodarki.
Zatem zaraz po kryzysie władcy pieniądza zaczną pompować bańkę od nowa.

Rymasz


  • RSS