Kącik Rymasza

O życiu i w ogóle

Wpisy z okresu: 12.2011

Szpieg

8 komentarzy

Szpieg”, a w
oryginale „Tinker, Tailor, Soldier, Spy” („Druciarz, krawiec,
żołnierz, szpieg”), to film szpiegowski, czyli taki, który
opowiada o życiu codziennym szpiegów z brytyjskiego MI6.

Dawno nie
widziałem tak dobrego filmu.

 

Środek zimnej wojny. Jedna
z najważniejszych person z kierownictwa MI6 jest ruskim szpiegiem.
Tę tezę lansuje szef MI6. I za niepowodzenie akcji mającej za cel
zdobycie dowodów na poparcie tej teorii wylatuje z roboty razem ze
swoim przybocznym. Ale jednak coś okazuje się być na rzeczy. I
przyboczny, Gary Oldman, wraca, by jednak teorię weryfikować. I
prowadzi żmudne, drobiazgowe, monotonne śledztwo, składając
puzzelek do puzzelka. Tyle, że układanka ma 10 tysięcy elementów
i przedstawia czarnego kota skradającego się w ciemnej piwnicy w
chmurną, bezksiężycową noc. Relacja z układania takich puzzli
zapowiada się pasjonująco, nieprawdaż?



A
jednak.

Doskonałe,
naprawdę znakomite aktorstwo, fantastycznie oddany klimat lat
siedemdziesiątych w Londynie, Stambule i Budapeszcie, świetna
scenografia i kostiumy, dobrze budowane napięcie, oszczędne
dawkowanie kolejnymi wskazówkami, tak by całość złożyła się
dopiero na końcu, pasująca do nastroju muzyka, świetne ujęcia.

Nic,
tylko chłonąć. Niejeden niecierpliwy i wychowany na
„szpiegowskich” filmach z Craigiem i Cruisem wyjdzie z kina przed
końcem, bo akcja jest równie dynamiczna jak tworzenie się
stalaktytu. Sączy się niespiesznie. Ale jest też jak chodzenie po
bagnach. Wciąga.

Uległem
temu klimatowi, dałem się zauroczyć, przepadłem na dwie godziny
jak maluch po raz pierwszy zapatrzony w
„Króla lwa”.



Szpiedzy
jak nudni urzędnicy w paskudnych anzugach i obciachowych krawatach,
przekładają papierki i tracą czas na nasiadówkach.

Londyn
szary, mokry i nijaki. Wnętrza staroświeckie, szpiegowskie gadżety
równie figlarne, wykwintne i pomysłowe co maczuga.

Aktorstwo
oszczędne, bohaterowie nudni, emocje okazujący równie często co
prezydent Komorowski błyskotliwość, a wicepremier Pawlak luz.



I
jak to wszystko doskonale pasuje do stopniowo budowanej akcji!



Wszystko
mi się podobało, obejrzę to jeszcze raz, ani chybi.

Uwaga,
film do oglądania w skupieniu w kinie lub w domu bez zakłóceń.
Zbyt wiele się dzieje, zbyt mocno trzeba każdy szczególik śledzić,
by go byle jak i po łebkach oglądać. Albo się zaangażować na
100%, albo szkoda czasu.

Moim
zdaniem warto te dwie godziny sam na sam z tym filmem spędzić.

Rymasz

Nasi Przodkowie (to Ci dzięki którym tu jesteśmy) świętowali narodziny Jezusa Chrystusa, Pana i Zbawiciela.

My „świętujemy” (kupując więcej niż na codzień) bliżej nieokreślony pretekst do dawania sobie prezentów od szyldem krasno odzianego krasnala w zaprzęgu parzystokopytnych.

Nie zgadzam się na bajki.
Żądam sensu.

Bóg się rodzi. To jest sens tych Świąt.
Boże Narodzenie b
ez Boga nie ma wcale sensu przecież.

Rymasz

„Od Sokratesa i
Platona przez Leo Straussa do profesora Geremka panuje zgoda, że
rządzić powinna „zmowa mądrych”, tylko nie bardzo wiadomo, kto
ma wydawać patenty na mądrość: przecież nie głupcy, jak to jest
w demokracji, gdzie raz na parę lat każe się ciemnemu ludowi
rozpoznać pomazańca w gromadzie popaprańców.”

Lech Jęczmyk „Dlaczego toniemy, czyli jeszcze nowsze Średniowiecze”

Mądry, bardzo mądry człowiek.

W ramach walki z zimną porą roku zapodałem sobie jeden z dwóch filmów, jakie przywieźliśmy z Toskanii. Tacy z nas wybitni dokumentaliści.



 

Miejsce:

Włochy, Toskania, Lamporecchio, zjazd z posiadłości Michelle Fadanellego do drogi.


W rolach głównych:

winorośle, drzewa oliwne, cyprysy, pozostałe okoliczności przyrody


Operator:

Lepsza Połowa


Kierowca:

Sebastian Loeb

Rymasz


Muzyka:
James Hetfield, Lars Urlich, Cliff Burton („Komu bije dzwon” – „For whom the bell tolls”, Metallica, album „Right the lighting”)


Wykonanie:
Metallica + orkiestra symfoniczna San Francisco pod batutą śp. Michaela Kamena (Metallica, album „S&M”)

 

Tą właśnie drogą, codziennie, ruszaliśmy eksplorować Toskanię przez pierwszy tydzień tam pobytu.


Pokochałem ją.

 

Rymasz

Nie
oglądam seriali. Jakoś nie odczuwam potrzeby. Książki wolę
czytać.

Ale
telewizor posiadam. Sportem, programami popularno-naukowymi i Top
Gearem nie pogardzę. Ostatnio na „Przesłuchanie” Bugajskiego
trafiłem. Po latach cały czas wrażenie robi. Janda, Gajos,
Ferency, Dykiel. I Agnieszka Holland doskonale radząca sobie w
jakże, teoretycznie, niewygodnej roli. Dobry, mocny film, choć zbyt
łagodny. Ale to nie zarzut. Ten półkownik wytyczał szlak.


Wczoraj,
w niedzielę wieczorem Lepsza Połowa po kanałach zappingowała.

I
trafiła na polski serial.

A
tam kobieta w ciąży (Ostaszewska) tłumaczy swojemu mężczyźnie
(Karol Wojtyła vel. Szopen), zatroskanemu o los ich dziecka:

Jeszcze
nie ma naszego dzidziusia. Na tym etapie to jest embrion.”


No
jak mnie ponosi w takich momentach!!!

Już
raz tak miałem:

http://badziewiaki.blog.pl/archiwum/index.php?nid=14765510

Identyczna
sytuacja.


Embrion
to taki sam etap rozwoju CZŁOWIEKA jak płód, noworodek, dziecko,
młodzieniec/pannica, mężczyzna/kobieta, starzec/staruszka, że
przypomnę. Ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, że to nowe idiotyczne
„rozumowanie” (człowiek zaczyna się w momencie urodzin, nie
poczęcia), jak trucizna bez przerwy sączy się z przekaziorów i
kaleczy umysły ludzi.


Nie
ma już twojego tatusia. Na tym etapie jest staruszek.”

To
jest, niestety, logiczna kontynuacja…


Ja
mam ostatnio tak jak w tym starym żydowskim kawale, który znam z
„Przy szabasowych świecach” Horacego Safrina:


Chełmianin
Jechiel chce wyjechać z Polski, lecz nie wie dokąd. Udaje się
zatem do Warszawy, do żydowskiego biura emigracyjnego “Hias”.

Zasiadłszy przy biurku informatora, rozważa różne możliwości.
Wreszcie zniecierpliwiony urzędnik radzi niezdecydowanemu petentowi:

– Tam w kącie jest stolik z globusem. Proszę podejść i
wybrać sobie jakiś kraj.
Chełmianin pochyla się nad
stolikiem, długo rozmyśla, a potem zwraca się do urzędnika:

Żaden z tych krajów mi nie odpowiada. Może mi pan pokaże jakiś
inny globus.”


Ano
właśnie. Dojrzałość nie radość.


Rymasz


  • RSS