Kącik Rymasza

O życiu i w ogóle

Wpisy z okresu: 6.2011

Europejskie stolice. Kilka zwiedzałem.

Sofia to staruszka czekająca na czar wróżki, który tchnie w nią życie i odmłodzi. Wilno jest jak już ciutkę odmłodzona hrabina robiąca sobie makijaż. Warszawa jest jak Robocop – strasznie ją zraniono, zabito właściwie, a teraz żyje reanimowana dzięki mnóstwu mechanicznych części; dawną duszę ma, ale ciężko do niej dotrzeć. Berlin jest jak tancerz techno w starej kaplicy. Sztokholm i Kopenhaga to autycy z pedantyczną powolnością porządkujący własne pokoje, w których zaproszeni przez nich samych goście sadzą im kupsztory po kątach. A Dublin to zwykły pijak (tylko tyle mam do powiedzenia na jego temat po jednym sobotnim wieczorze w Temple Bar – wiem, to idiotycznie krzywdząca opinia. To samo na temat Krakowa ma do powiedzenia tępy Angol po spędzeniu wieczoru kawalerskiego na krakowskim rynku).


Jaki jest Londyn?

Londyn to zdezintegrowany wariat posiadający wiele osobowości, błąkający się po pałacu swojego ojca na przemian tłukąc i sklejając rodzinną zastawę z chińskiej porcelany.


Szukając innej metafory.

Londyn to mieszanka studencka podana w solidnej, tu i ówdzie ozdobionej misternym ornamentem i inkrustowanej diamentami, srebrnej paterze. Mnóstwo mieszanki studenckiej. Kopiec mieszanki wylewającej się przez brzeg patery.


*


Londyn to wielkie miasto, pełne mieszkańców.

Z lotniska Luton dojeżdża się do Londynu koleją (do komunikacji wrócimy). My potrzebowaliśmy wysiąść na St. Pancras. Niewiarygodnie, spektakularnie pięknej stacji kolejowej przyklejonej do King’s Cross, czyli stacji, z której z peronu 9 i 3/4 odjeżdżał do Hogwartu Harry Potter. Przykleili przy wejściu tapetę w cegły, napisali „Platform 9 3/4”, dodali wózek na bagaże „wjeżdżający” w ścianę i kupa ludzi ma uciechę dzień w dzień pstrykając sobie wysoce oryginalne i niepowtarzalne fotki w charakterze popychacza wózka.

Spytajcie gugla. Albo nie. Pieprzcie gugla i spytajcie mnie.

Opowiem.



To co? Opowiadać?

Dawno nic dłuższego nie opowiadałem.

No dobra, to opowiem.



Student spotyka dwóch kumpli.

- Dokąd idziecie? – pyta ładnie, bo większość rzekłaby „Gdzie idziecie?”, chociaż to pytanie z „dokąd” jest 42 razy ładniejsze.

- Na wódkę.

- Kurczę, wy to umiecie namówić.

:-)




cdn.

Rymasz

Od czwartku do niedzieli po Londynie się błąkamy z małżowinką i jej siostrzenicą, w charakterze turystów.

Ponieważ byłem już na wyspach kiedyś tam, to przypomnę jak tam wtedy było. Jak mnie skusi, żeby i ten wyjazd opisać, to będzie ładne porównanie, bo poniższe teksty mają tak z 8 i 7 lat. Skasowałem je razem z innymi, gdy cały blog wysłałem w przestrzeń.

Pierwszy był z Anglii. Newark on Trent.

http://igormac.fm.interii.pl/Lewa%20strona%20drogi.pdf

Drugi o Dublinie (tak czytać: DUBLIN. Nie żaden Dablin. Dublin. Tak jak Londyn, a nie Landon, Monachium, a nie Mynsien, Paryż, a nie Pari i Nowy Jork, a nie Niujork). Niby Irlandia, ale klimat zasadniczo podobny. No i kończy się na lotnisku w Luton, na którym w czwartek wyląduję z siostrzenicą Lepszej Połowy, która będzie na nas czekać w hostelu.

http://igormac.fm.interii.pl/Sen%20pijanego%20surrealisty.pdf

Oba są nieaktualne jeśli chodzi o opis rzeczywistości politycznej i gospodaczej, ale dla mnie to w nich fajny smaczek był, gdy je sobie przed chwilą przeczytałem.

Rymasz

I kompletnym durniem, bo przyswojenie i zaakceptowanie tak banalnej konstatacji zajęło mi bagatetela trzydzieści osiem i pół roku.

To, że jestem rzymskim katolikiem aktualnie niewierzącym to naprawdę szczegół. Naprawdę.
Prędzej zdechnę niż się moich korzeni wyprę.

Ciekawe kiedy zacznę stawać w opozycji do przyjęcia do wiadomości powyższej oczywistości.

Jak siebie, kurwa, znam, to wkrótce.

Rymasz

Spacer

6 komentarzy

Idziemy na spacer.

Tata: Bierzesz tę lalkę na plac zabaw?
Lenka (zdziwona z pretensją): To nie lalka! To dzidzia prawdziwa
na niby. Jakby to była lalka to nie wzięłabym jej przecież.

Logiczne. Prawdziwa na niby.
Tata znokautowany. :-D

Rymasz

Marsz na blog Krzysztofa Ligęzy.
Doskonały (jak zwykle zresztą) tekst wysmażył, bez błędu diagnozujący przyczyny polskiej psychozy, w jakiej żyjemy.

http://widnokregi.blog.pl/o-przerabianiu-na-kwadratowo,15402796,n

Inne teksty też należy przeczytać.

A tak przy okazji, zachwyt powrotem publicystycznym Łysiaka mi się ostudził. Tu szczegóły:

http://www.lysiak.wxv.pl/postlink/7678.htm?highlight=#7678

Rymasz

W związku z gorącem kobiety wystawiają na coraz dłuższe światło dzienne coraz to nowe partie ciała, które wcześniej przed światem chowały.

Po co wystawiają?

Żeby chłopy podziwiały oraz żeby koleżanki zazdrościły. Albo odwrotnie. Albo równolegle. To co kobiety nazywają logiką naprawdę trudno zrozumieć.

Zatem smarują skórę drogimi eliksirami, bulą setki złociszy za artystyczne spiłowanie i wymalowanie pazurów, grillują się w solarze, by tylko to co wystawiły na pokaz pięknie wyglądało. Biusty, brzuszki, dekolty, pośladki (nikt mi nie wmówi, że dupa ze sznurkiem między pośladkami szczelnie opięta przezroczystymi, białymi portkami nie jest goła), stopy (klapkomania to jakaś epidemia) i w ogóle co tam tylko można.

To jest bardzo często miły dla oka widok – bosonogie hurysy z gołą dupą i cyckami na wierzchu. Zasadniczo w fabryce chłop czuje się jak w seraju.

Niestety z żalem dostrzegam również galopujący brak samokrytycyzmu. I upały nie zawsze dostarczają facetowi miłych dla oka wrażeń.

Bo gdy taka jedna z drugą założy za ciasny stanik i stringi, które (na pierwszy rzut oka widać) boleśnie wrzynają się w ciało i na 100% zostawiają po zdjęciu bolesne pręgi, z trudem wbija się w przezroczyste i obcisłe trykoty, na pulchne stópki zakłada japonki i udaje kwintesencję seksapilu, to nie wygląda wcale jak miss świata. Nic z tego. Wygląda jak zapakowany próżniowo baleron.

Nic mi do tego kto w co się ubiera i jak chce wyglądać. Ich sprawa. Ale na mój rozum to coś im się popierwiastkowało jednak.

Rymasz


  • RSS