Kącik Rymasza

O życiu i w ogóle

Wpisy z okresu: 4.2011

Wycieczka

9 komentarzy

Mój przyjaciel Kędzior (tak przy okazji, to równo rok temu wspólnie z Leszkiem w wileńskim hotelu piliśmy normalną wódkę i rudą wódę na myszach, mając na jutro w perpektywie kolejny dzień zwiedzania i wieczorny koncert Metalliki…) jest zapalonym cyklistą i fetyszystą. Ponieważ jego fetyszem są Mazury, to udaje mu się oba te hobby zgrabnie łączyć i pedoławać, gdy tylko ma okazję, przez mazurskie ostępy. Na dodatek ostatnio zainstalował na dachu auta trzymaczkę do rowerów i możliwości mu przybyło. Zatem kombinuje.

Mejla tej oto treści przysłał mi wczoraj:

Wykombinowałem coś…

;-)


Wyzwanie!
Skoro to ustrojstwo na dachu zdaje egzamin,
i (powoli i upierdliwie, ale…) jakoś idzie przetransportować
rowery na tym, to… Wreszcie w tym roku spełnię plan!
O świcie z rowerem na dachu do Niedźwiedziego Rogu,
a potem… tour the (…jak w załączniku! ;-)
W jeden dzień, na spokojnie, bez forsowania
i z uwzględnieniem przerw na papu i krajobraz -
- z palcem w d. do zrobienia.
Ale się nakręciłem.
Naprawdę, wiosna to totalna energia !
;-)”



Na co odparłem:

„Fajny plan – objechać Śniardwy.
Ale po ch.. Ci ten rower na dachu samochodu?”

:-)

Rymasz

Wejście Wilka!
Pierwszy felieton w „Uważam Rze” i jest dobrze. Mocne
wejście. Facet z maczugą wszedł na przyjęcie w Salonie i bez pardonu
pierdyknął tą lagą w stół z zastawą i przekąskami.
O żesz ty orzeszku!

Stęskniłem się za tym obcesowym stylem. Za tą manierą która każe obrażać
się za to, że Kwieciński napisał, że Łysiak nerwowy jest. To oczywiste,
że to prostacka bezczelność! No a napisanie, że ktoś uznał jakiś tekst
Łysiaka za antysemicki świadczy o tym, że tym samym ten ktoś leczy swoje
fobie i kompleksy, zamiast merytorycznie polemizować. Tak się Łysiak z
publicystyką żegnał cztery lata temu.


A z jaką manierą się po raz kolejny wita? Identyczną na szczęście. Zatem
bez zmrużenia powieki mija się z prawdą twierdząc, że w Gdańsku i Gdyni
przez Tuska nie ma żadnego przemysłu stoczniowego. I to nie jest
mijanie się z prawdą.
Potem z wrodzoną kulturą twierdzi, że prezydent Polski to Gajowy Gamoń,
czyli Mister Ga Ga, po czym przepełniony dobrym smakiem ogłasza, że
polska dyplomacja to lodziarnia, bo na klęczkach robi dobrze Rosjanom i
Germańcom, którzy stoją przed nią z rozpiętymi rozporkami. I to już
bynajmniej nie jest prostacka bezczelność.
Naprawdę lubię tę megalomańską manierę Łysiaka. Jest w niej do bólu
prawdziwy, a ja prawdziwych ludzi cenię, zwłaszcza, gdy są to ludzie,
których pisarstwo i publicystyka uformowały mój kręgosłup, pozwoliły
stanąć prosto i nie bać się mieć własnego, niezależnego od sfory
światopoglądu. Bardzo wiele Łysiakowi zawdzięczam i nigdy nie zapomnę
ile tak naprawdę.

Mogę wytykać Łysiakowi jego słabostki i niekonsekwencje (jak te wyżej,
czy też niezrozumiałą dla mnie tendencję, by cytować kursywą w
cudzysłowie – dwa grzyby w barszcz przecież). Tak mam – muszę się
czepić. Ale też twierdzę, że cały ten pierwszy, bezkompromisowy felieton
(innych Łysiak pisać na szczęście nie potrafi) jest tak naprawdę
przepełniony obawą. To stanowczy głos sprzeciwu na to co nieudacznik
Tusk i jego komanda robią Polsce. Jak zrezygnowali z polskiej racji
stanu. Niszczą i plugawią Polskę. I pełen jest merytorycznych przykładów
to ilustrujących.

Cieszę się, że Łysiak wrócił do publicystyki. Znów nie będę się co i
rusz zgadzał, będę się burmuszył na wiele nie do końca prawd i wiele
niekonsekwencji, ale będę kupował każdy poniedziałkowy

„Uważam Rze”
i zaczynał lekturę od przedostatniej strony. Bo wyrazisty głos Łysiaka
jest ważny. Pamiętajmy, że „karmione kłamliwą breją społeczeństwo jest
mentalnie niezawisłe od rzeczywistości”. Dlatego sole trzeźwiące
ordynowane przez Łysiaka są potrzebne.

 

Igor Maćkowski

Sejm ustawę uchwalił, prezydent Kaczyński podpisał, rząd Tuska
stosowne rozporządzenia wydalił. Narodowy Spis Powszechny jest faktem.



Każdy wytypowany przez reżim obywatel ma przede wszystkim pecha
(wybierają do tego rodzaju bezpośrednich przesłuchań tylko 20%
gospodarstw – resztę łaskawie spisują tylko ze swoich baz danych) oraz
obowiązek złożyć przed odwiedzającym go śledczym domokrążcą zeznania
ścisłe, wyczerpujące i zgodne z prawdą. A jak nie to grzywna do 5 tys.

Tak stanowi ustawa o spisie, czyli tak stanowi to co reżim żartobliwie
nazywa prawem. Żartobliwie, bo władza „prawem” nazywa każde wydalone z
siebie rozporządzenie, ustawę, dyrektywę, stanowisko czy co tam jeszcze.
A wydala to w wielkiej obfitości zarówno w parlamencie państwa Unia
Europejska jak i w parlamencie lokalnym autonomii polskojęzycznej.

Ja natomiast pozwalam sobie zachować odrębne zdanie co do tego co jest prawem, ale jednakowoż prawo okupanta jest prawem okupanta i w niniejszym tekście nie namawiam nikogo do łamania prawa okupanta.




Natomiast z przyjemnością poinformuję co bym zrobił, gdyby przyszedł
mnie przesłuchać śledczy domokrążca, bowiem donosu przez internet lub
telefon składać na siebie nie zamierzam. Starczy mi, że raz do roku
składam takowy do skarbówki z pokorną prośbą o jak najniższy wymiar kary
za to, że pracuję i uczciwie zarabiam pieniądze.



Zatem po pierwsze primo to reżim najpierw umawia się na stosowny termin
przesłuchania. Wypada więc umówić się na ostatni dzień spisu 30 czerwca
o 20:00 tudzież, gdy się nie da, na bliższy termin.

Po czym niechcący owego umówionego dnia zapomnieć o spotkaniu i pójść z
żoną i dziećmi do kina na jakiś film co się jeszcze nie było.

Jeśli przypadkiem bym zapomniał zapomnieć i przez pomyłkę otworzył
drzwi śledczemu w umówionym terminie, to przede wszystkim nie wpuściłbym
go do domu, bowiem takiego obowiązku ustawa nie nakłada, po czym
poinformowałbym, że w tej właśnie chwili mam niesamowicie ważną sprawę
do załatwienia na mieście, tudzież jestem niedysponowany, bo mam globus
albo konsumuję alkohol i nie nadaję się do sensownej rozmowy.



Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że rachmistrz odpuści. To ludzie,
którzy chwycili po prostu szansę na zarobienie kilku groszy i w ich
interesie jest nie tracić czasu na niesłownych, tylko przesłuchać jak
najwięcej tych, którym to dynda. A dynda większości.



Mnie nie dynda. Z jakich powodów?

Pierwszy jest taki, że PRZYMUS składania zeznań jasno pokazuje jak ten
reżim traktuje obywateli autonomii polskiej w państwie Unia Europejska.

Jako swoją własność, której może nakazać zrobić WSZYSTKO na co
przyjdzie mu ochota. Nie miejmy żadnych złudzeń. Okupant traktuje nas
jak niewolników. Gdyby traktował nas jak wolnych ludzi, grzecznie
poprosiłby o odpowiedź. Traktuje nas jak własność więc nam każe.

Obecny rząd jest kolejnym utrwalaczem zdobyczy PRL i III RP, a
urzędniczy nakaz składania zeznań domokrążcy w randze rachmistrza jest
kolejnym wyrazem pogardy jaką każda władza III RP obdarza obywateli.
Przypominam, parlament uchwalił prezydent Kaczyński podpisał, rząd Tuska
dorzucił rozporządzenia.

Dlatego nie sposób darzyć obecnej klasy politycznej szacunkiem i godzić się na ich fanaberie.

Przymusy wydawane przez władzę mają sens np. w przypadku wojny czy
klęski żywiołowej. Władza ma wtedy prawo do działań niestandardowych,
kierując się dobrem ogółu, nie dobrem pojedynczego obywatela i może mi
np. zarekwirować samochód lub kazać kopać rowy. Zgadzam się. Ale cała ta
ankieta jest przecież tylko po to, żeby pęczniejąca armia urzędników
miała zajęcie na jakiś czas, po czym, wydawszy kupę pieniędzy w
zaprzyjaźnionych firmach, z triumfem ogłosiła, że w 98% domostw w
miastach jest w Polsce bieżąca woda.



I to jest drugi powód. To zwykłe marnotrawstwo, okazja do łatwego
zarobku dla podłączonych do koryta. Nic więcej. Ten spis jest naprawdę
jak barejowski Miś. Pozwolę sobie na parafrazę z arcydzieła:

Ten spis jest po nic, ale ponieważ nikt nie wie po co on jest, to
nikt nie zapyta po co jest. To jest spis na skalę naszych możliwości. Co
my robimy tym spisem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy
- to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo i
nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest spis powszechny, w oparciu o
sześć instytucji, spis o którym do jesieni wszyscy zapomną. Prawdziwe
pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach. A nasz
spis robiony jest bez żadnych dziadowskich oszczędności, po pełnych
stawkach godzinowych!




Pozostaje dla mnie bez odpowiedzi (z powodu braku stosownej biegłości w
tym ich „prawie”) czy odpowiedź na pytania rachmistrza „Ale przecież to
o co pan pyta jest w bazie danych w gminie, nie muszę na to pytanie
odpowiadać” to wykroczenie, podobnie jak i to czy odpowiedź „To moja
głęboka tajemnica” jest odpowiedzią ścisłą, wyczerpującą i zgodną z
prawdą. Ktoś podpowie?

PS. Nad spisem znęcałem się już na S24, a sposób na władzę podał w dyskusji pod tamtym postem Balzak


  • RSS