Kącik Rymasza

O życiu i w ogóle

Wpisy z okresu: 2.2011

Wcinamy śniadanie.
Lepsza Połowa tosta z twarożkiem, pomidorem i rzodkiewką, córka tosta z masłem i szynką, ja razowy z sałatką śledziową. Damy popijaja kakao, ja herbatkę.
Lenka marudzi. Tata jej siedzenie zajął, Mama złą książkę przyniosła, kubek nie ten.
- Oj Lenka, taki francuski piesek z ciebie – nie wytrzymał Tata.
- Nie piesek. Kotek.

Jak się na nią gniewać? :-)

Rymasz

Nie jestem nagą
małpą, bo nie jestem małpą. Jako byt i fizyczny i ontologiczny
Igor jest człowiekiem. W zupełnie zdumiewający dla siebie samego
sposób kaskadowo uświadamiającym sobie ostatnimi czasy swoje
człowieczeństwo.


Coś we mnie pękło
w zeszłym roku. Jakiś powróz pętający mój rozum.


Jeszcze niedawno
skupiałem się na podkreślaniu podobieństw ludzi do zwierząt.
Zwierzętom jest „smutno” po stracie dzieci, ludziom też, już
bez cudzysłowu.

Zwierzęta się
„zakochują” i łączą w pary na całe życie, ludzie też,
tyle, że bez cudzysłowu.

Zwierzęta robią
kupę. Ludzie też.

Co z tego wynika?

Niestety nie za
wiele, ale na podkreślaniu takich właśnie analogii upłynęło mi
pół życia.

Ma ktoś pistolet?


Teraz skupiam się
raczej na tym co nas dzieli, a nie łączy.

Bo dzieli nas
wszystko, a łączy, pozornie łączy, kilka drobiazgów dla istoty
człowieczeństwa drugorzędnych.

Zwierzęta walczą o
władzę i mają życie społeczne. Zupełnie jak ludzie, choć w
mniej wyrafinowany sposób. Sporo sztuczek jest im nieznanych i
zwyczajnie niedostępnych, bo nie są ludźmi przecież.

Co z tego, że też
walczą?

Nie za wiele.

Co z tego, że
ludzie walczą na zupełnie innym, niemożliwym dla zwierząt
poziomie abstrakcji?

O, już wiele.
Bardzo wiele. Zasadniczo wszystko.

Dobra, oddaję tego
gnata.


Między ludźmi a
zwierzętami jest przepaść.

Jeszcze większa
przepaść jest między ludźmi a materią.


Niewiarygodne, że
jeszcze niedawno bez problemu redukowałem człowieczeństwo do
poziomu materii, bo niestety ateizm nie jest niczym więcej.
Konsekwentnie pojmowany determinizm bezdusznych praw natury redukuje
Igora do kilkudziesięciu kilogramów materii.

Cztery godziny temu
odmawiałem „Aniele boży” z moim zasypiającym dzieckiem i
usypiającą je żoną.

Nasza rodzina to
jednak coś więcej niż ta materia, z której zbudowane są nasze
ciała.

Jeśli ktoś myśli
o swojej rodzinie jedynie jako o kilogramach materii to zapraszam do
psychiatry.

Jeżeli myśli
inaczej i jednocześnie nazywa się ateistą to jeszcze sporo
niespodzianek do odkrycia przed nim.

Proponuję konsekwencję na
dobry początek.



Z bogiem filozofów
się już zasadniczo zaprzyjaźniłem.

To jest dla mnie
absolutnie nie do wiary.



Luźne myśli,
których nie próbuję w tym tekście skrystalizować nawet.

One się
krystalizują w innym miejscu. Ale warto je tu choć zasygnalizować.


Prawie 20 lat
umacniania się w niewierze i coś pękło. Raczej nie nagle. To była
erozja.

Z tym, że jak tama
powoli eroduje to kiedyś musi nastąpić ten moment, że wali się w
gruzy, a wydarzenia nabierają dynamiki w sposób raczej gwałtowny.


Trochę na tym
stracił mój bezkompromisowy cynizm i zadziwiająca bezczelność,
ale spokojnie. One wrócą.

Mam nadzieję.

Podobnie jak inne
właściwości, które utraciłem dużo, dużo dawniej.

Rymasz


  • RSS