Kącik Rymasza

O życiu i w ogóle

Wpisy z okresu: 1.2011

A w książce rysunek latającej postaci.

- Tatusiu, człowieki nie latają przecież.
- Ludzie Lenka.
- A ten ludź lata.

Język polski jest komletnie porąbany. Składa się z samych wyjątków. Logiczne podjeście (jak Lenki) utrudnia jego naukę. :-)

Każdy cudzoziemiec, który dobrze mówi po polsku jest geniuszem językowym.

Inny przykład POPRAWNEGO rozumowania mojej córki. Tak sprzed roku.
- Ojejku tato lew. Ja się boję lewa!

Przecież ona ma rację. Logicznie rzecz biorąc tak właśnie powinno być.

Znam niemiecki  i angielski. Ich gramatyka to banał, a wszystkich wyjątków się w dwa tygodnie można nauczyć. A polski? 10 lat za mało…

Dzieci są lingwistycznymi geniuszami, mówię wam. Moja córka z drobnymi błędami jeszcze, ale już bardzo poprawnie gramatycznie, opanowała ten arcytrudny język w niecałe cztery lata. Nowe słowa zapamiętuje bez powtarzania. Wystarczy, że raz jakieś usłyszy i za trzy zdania potrafi je już poprawnie zastosować i nie zapomnieć.
Geniusz.

Rymasz

Młodość jest do robienia rzeczy kompletnie nieprzewidywalnych, nieodpowiedzialnych i głupich. Dojrzałość jest do odrabiania zaległości.
Kto się w młodości nie wyszumiał wedle swej natury, ten to na starość braki odrobi.

Ludzie różne mają potrzeby, różne zainteresowania, temperamenty rożne.
Jedna za podstawowy cel w życiu uznaje bzykanie, drugi zarabianie pieniędzy, trzecia zdobywanie popularności i bycie znaną, czwarty bycie cicho i zbieranie znaczków. No różnie ludzie mają. Ten świat jest dzięki temu tak cudownie różnorodny i tylu ciekawych ludzi można spotkać.

Ja w młodości absolutnie się nie zrealizowałem.
Zbyt mało Lepszej Połowy, nic a nic dzieci, zbyt mało książek, zbyt mało wiedzy.
Muszę teraz nadrabiać.

A Ty? :-)

Rymasz


Wziąłem dziś w fabryce (piątek, 21
stycznia 2011) dzień opieki nad dzieckiem. Dziecko autentycznie
chore, choć ja bym chciał tyle energii mieć na zbytki będąc
zdrowym, ile moje dziecko ma chorym będąc. Babcia cały tydzień o
Lenkę dbała, zatem po prostu wziąłem to wolne, by Babcię
zwolnić.



Zawozimy Babcię na dworzec,
odprowadzamy, pociąg wielki, że aż strach, dzieje się. Aha, no i
Stanisława Mikulskiego napotkaliśmy. Babcia przeżywała.



A potem Centrum Nauki Kopernik.


Z prawie czteroletnim człowiekiem
małym.


Do przedszkola się nie nadaje, bo
chore ciut, ale funkcjonuje znakomicie. Poznawajmy świat zatem.



Ależ ona się tam dobrze bawiła!


Oczywiście za mała jest by ojciec jej
tłumaczył prawa fizyki, chemii (dlaczego „fizyki” ma jedno „i”
na końcu, a „chemii” musi mieć dwa???), ale bawiła się
szampańsko. Zanim weszliśmy na docelową wystawę dla takich małych
człowieków, czyli Bzzz…
http://www.kopernik.org.pl/wystawy/bzzz/
,
to mieliśmy ponad godzinę. Wszystko było fajne. Robienie
megabaniek mydlanych, pompowanie bąbelków w cieczach o różnej
gęstości, ciągnięcie jelita, odkrywanie skarbów na „stanowisku
archeologicznym”, napędzanie mechanizmów, mieszanie piłeczek jak
w lotto, jeżdżenie windą z parteru na pierwsze piętro i z
pierwszego piętra na parter, kręcenie tym i owym, żeby coś tam i
przede wszystkim, taplanie się w strudze wody, pod pretekstem
przeprowadzania eksperymentów.



Potem było „Bzzz…”, czyli
wystawa specjalnie dla maluchów, a więc jeszcze więcej taplania
się w wodzie, oglądania taty kamerą termowizyjną, szaleństw na
zjeżdżalni, puszczania „motylków” wentylatorem połączonym z
kominem i czego tam jeszcze.



Zmęczyła się już córa, myślałem
po godzinie w „Bzzz…”, spadamy. Tym bardziej, że godzinę
pierwszą szwędaliśmy się po części dla człowieków większych.


Nic z tego.


„Tatusiu, ale ja się wcale nie
nudzę!”.


I zaliczyliśmy drugą rundę. Gdyby
Lenka nie zgłodniała, to więcej niż 3 godziny byśmy tam
spędzili.



Wiele eksponatów nie działa. Nie ma
dziwne. Są ekstremalnie użytkowane.


Ale muzeum na najwyższym poziomie.
Zachwycone dzieciaki i nastolatki hurtowo piszczą.



Tak jest wedle Centrum Nauki Kopernik
„Igor” hieroglifami.

http://kopernik.org.pl/wyniki/visitorData/88/7/14/272485/1295614754046.jpg


A tak „Lena”

http://kopernik.org.pl/wyniki/visitorData/88/7/14/272473/1295614696937.jpg



A tak córka z tatą wyglądają:

http://kopernik.org.pl/wyniki/visitorData/88/7/14/272384/ThermoCamera_20110121_135459.jpg



Na maila dostałem te pamiątki z
wizyty.



Czekam kiedy córa podrośnie, tudzież
siostrzeńców i siostrzenice Lepszej Połowy zabiorę.


Warto. Wybierzcie się, tylko w
powszedni dzień tygodnia i rano.



Lenka dała się stamtąd do świata żywych powrócić tylko dlatego, że zgłodniała, a kopernikowej restauracji nic jej nie
przypasowało.



A ja się ciesze z tego dnia.



Kurczę, zasadniczo, to każde odbicie
od fabrycznej rutyny robi mi dobrze.


Jestem homo faber, ale uczuć, to mam
jednak co najmniej tyle samo co rozumu.



I to mnie naprowadza na temat muzeów…
Ciekawe, czy będę kontynuował. :-)


Rymasz

Cnota

17 komentarzy

- Czy jestes prawiczkiem? – zapytał mój kolega innego kolegę tak w okolicach szóstej klasy podstawówki.

- Jeszcze nie – odparł zagadnięty.

I to po latach jest w dalszym ciągu śmieszne.

 

Premier Tusk po krótkiej grze wstępnej, która polegała na równie szczerym co przyjacielskim uścisku, został już bez dalszych deliberacji, oliwki, czułych słówek i frajdy bzyknięty. Zatem na tym etapie Premier Tusk na pytanie „Czy jest pan prawiczkiem?” z czystym sumieniem może odpowiedzieć „Jeszcze nie”.

 

Bo prace nad cerowaniem cnoty zostały rozpoczęte. Dolary przeciwko orzechom stawiam, że za kilka tygodni, po kolejnej piarowej ofensywie Tusk na to samo pytanie pytanie będzie mógł spokojnie i z uśmiechem odpowiedzieć „O tak. Już tak.”.

I to już śmieszne nie jest.

Rymasz

Precyzja

6 komentarzy

Dziś w kościele dałem Lence pieniążek i mówię „Zanieś księdzu”.
Przechodził akurat jeden z tacą. Ale szybko przeszedł, Lenka go nie
zauważyła. I wiecie co zrobiła? Zgodnie z tym o co tata ją poprosił,
poszła dać kasę księdzu. Temu stojącego za ołtarzem. Trzy metry od niego ją
złapałem i wycofałem.

Precyzja wypowiedzi ważna rzecz. Trzeba było powiedzieć „Zanieś księdzu z tacą”. :-DDD

Rymasz

Koleżanka ma
tatę, który bardzo lubi gotować. Uważa, że to męskie zajęcie,
sprawia mu ono frajdę i gotuje samodzielnie. Bez żadnej pomocy.
Jest przy tym miłośnikiem kuchni staropolskiej i każdą, nawet
włoską potrawę, gotuje wedle staropolskich receptur. W kuchni
staropolskiej zaś jego zdaniem każda receptura zaczyna się od
zdania „Weźmiesz trzy dziewki kuchenne…”. Kuchennymi dziewkami
są w tym konkretnym przypadku koleżanka z siostrą i mamą.



Wszyscy dyrektorzy w
korporacjach których znam są wyznawcami tej metody. Wszyscy.
Występują oni w dwóch podtypach:


1.

„Weźmiemy się i
zrobicie”

Ten najpierw
ogłasza, że MAMY (my mamy, wszyscy razem mamy z nim włącznie)
zrobić na wczoraj cztery kolejne nikomu niepotrzebne zestawienia,
osiem raportów i dwie tabelki z czterdziestoma sześcioma kolumnami
i dwoma tysiącami wierszy (pierwsze prawo tabelkowe głosi, że
każda tabelka ma tylko i wyłącznie tendencję do rozrastania się
i komplikowania. Tabelka, która godzinę po powstaniu wydawała się
praktycznym narzędziem, już po roku zmienia się w
niefunkcjonalnego molocha, którego jedynym sensem istnienia jest
marnotrawienie twojego czasu), po czym rzecze „No dobrze. To na
kiedy będziemy z tym gotowi Kochani Pracownicy?”. I mówi to
uśmiechając się, bo przecież najzupełniej oczywiste jest, kto to
gówno ma pozawijać w sreberka.

Jego rola sprawdza
się do poganiania i wysłania tego chłamu komu trzeba.


2.

„Dajcie mi
dziesięciu ludzi, a sam to zrobię”

Ten dla odmiany
głośno wrzeszczy „O kurwa, na wczoraj muszę zrobić cztery
zestawienia, osiem raportów i dwie tabelki!!! Nie mam czasu. Wacek,
za godzinę potrzebuję raporty. Zenek, za kwadrans proszę o
zestawiane. Ambroży, czy robisz już tabelki? Panowie, ja to na
wczoraj muszę zrobić, więc nie ma co czekać. Do roboty!”. Po
czym idzie zadzwonić do żony, że go znowu wkurwili i zajebali
robotą i on już nie daje rady, a następnie dzwoni do kochanki by
potwierdzić randkę na sushi dziś wieczorem.

Za kwadrans wraca i
pyta czy już wszystko gotowe.


W obu przypadkach
obowiązuje oczywiście uczciwa i oczywista zasada, że wszystkie
sukcesy są sukcesami naszych szefów, a wszystkie porażki są
naszymi porażkami.

Ale to przecież tak
oczywista oczywistość, że nie musiałem o tym pisać, nieprawdaż? :-)


Rymasz


  • RSS