Kącik Rymasza

O życiu i w ogóle

Wpisy z okresu: 6.2010

Zakończyliśmy
spacer po Rossie i rozliczyliśmy się z cicerone. Opowiadał o
planowanej pierwszej wizycie w Polsce i cały czas chciał więcej. A
skąpi nie byliśmy. Niesmak pozostał.

Następna w
harmonogramie była kolacja. Na starymi mieście Leszek wziął na
spytki jakąś miłą tuziemkę i przepytał na okoliczność dobrej
knajpy ze specjałami kuchni regionalnej. Nie mówiąca po
polsku Litwinka, wytłumaczyła nam po polsku gdzie się taka w
pobliżu znajduje – Cili Kaimas. I chwała jej za to, bo tak nam
się spodobało, że wróciliśmy tam na obiad dnia następnego.
Było dobrze i tanio.

Przeczesaliśmy całą
kartę dań, zamawiając jak najróżniej i podjadając sobie z
talerzy. Oczywiście były tradycyjne przekąski czyli frytki z
litewskiego chleba, smażone w głębokim tłuszczu świńskie uszy,
wołowe ozory na zimno z majonezem, były cepeliny z różnymi
sosami na bazie śmietany, malutkie kibinai zapiekane z serem i
boczkiem, bliny, babka ziemniaczana (kugielis), kiszka ziemniaczana
(vederai) i jeszcze, i jeszcze. Wszystko popijane litewskim piwem,
które ma charakterystyczny, ale mi jak najbardziej pasujący
smak. Zdecydowanie jestem miłośnikiem litewskiej kuchni.


Napełniliśmy
żołądki i wróciliśmy do hotelu w celu realizacji
ostatniego punktu programu na pierwszy dzień, czyli zakrapianych
męskich rozmów o szalenie ważnych sprawach. Nabyliśmy
zakąski i napoje w jakimś sklepie po drodze, zasiedliśmy w moim
pokoju i radziliśmy długo i namiętnie. Rozwiązaliśmy przy okazji
kilka palących i kluczowych dla dalszego istnienia ludzkości
problemów.

I tak upłynął
poranek i wieczór – dzień pierwszy.


Niestety jednynym co z
naszych genialnych rozwiązań zostało nad ranem był ból
głowy i pragnienie bez efektu gaszone tuż po śniadaniu lokalnym
pszenicznym specjałem w hotelowym barze.

Plan na dzień drugi
był prosty:

1. Zwiedzanie na
maksa

2. Metallica


Wsiedliśmy zatem do
autobusu miejskiego i ruszyliśmy, z jedną przesiadką w stronę
centrum. Instrukcja obsługi biletu napisana również po
polsku, a kasownik taki starożytny, co dziurki robi.

Ale nie wszystko
wolno w Litewskim autobusie po polsku napisać:

http://www.znadwilii.lt/aktualnosci/20100511/kary-dla-przewoznikow-za-polskie-tabliczki

Jakiś Polak doradza
nam gdzie wysiąść. Ostra Brama.


Tak ona wygląda z
przodu, czyli z tyłu:

A tak od strony
właściwej, czyli od strony kapliczki na pięterku z ikoną, czyli z
tyłu, czyli z przodu.

Na jednym ze
straganów ustawionych pod bramą znajduję tę właściwą
ikonę (czyli kopię TEJ ikony oczywiście). Za 250 litów.

Pan Litewski Kupiec
rzecze przepięknie śliedzikowo zacjąganą polszczyzną: „Prawie
jak oryginalna. Blacha miedziana srebrem galwanizowana i na prasie
tłoczona. Deska prawdziwa. Blacha ćwieczkami do deski przybita.
Rzemieślnik litewski z żoną takie robi.”

Mam gdzieś niuanse,
bo bardzo podoba mi się ikona (i wierzę ze wszystkich sił, że to
naprawdę wyrób lokalny, a nie robota małych, chińskich
paluszków, jak w Zakopanem np. Ma to jednak dla mnie
znaczenie). Chociaż ikona nie dla mnie. Dla Lepszej Połowy
przecież. Ale lipy odwalał nie będę, prawda?

Nie daję nic po
sobie poznać i z ceny wywoławczej do 200 PLN zjeżdżamy („Kupuję
towar od Polaków, chociaż mi w złotówkach przyjmować
nie wolno. Ale jeszcze te pięć pocztówek dołączę. I
pudełko ładne”).

Koledzy prowadzą
swoje negocjacje (Leszek kupuje to samo co ja, ze tę samą cenę,
Kędzior to samo co ja 8 lat temu dla Teściowej. :-D ).

Po czym wędrujemy
święcić ikony w zakrystii kościoła Św. Teresy przy Ostrej
Bramie (to absolutnie znakomity pomysł moich kolegów
katolików – ja, ateista, nie miałem żadnej szansy, by coś
tak dobrego w tym kontekście wymyślić. Nie macie pojęcia jak się
Lepsza Połowa ucieszyła, że ikona na miejscu została poświęcona
przez lokalnego księdza, który Bułata Okudżawy lubi
słuchać).


Po święceniu
zwiedzamy kościół i przybytki. Po historię i ładne zdjęcia
proszę kliknąć tu.
http://www.radzima.org/pl/pub/5715_p/

Moje nieładne
zdjęcia poniżej. Kędzior usmarkał takie paproty, że nie ma co
gadać i wklejać. Ach, jak upaja to blogowanie. :-DDD


Potem zwiedzamy
kaplicę z ikoną..

Do kaplicy prowadzą
schody. Co bardziej zaangażowani pielgrzymi drogę do ikony pokonują
na klęczkach, na każdym stopniu odmawiając stosowną modlitwę. W
2002 roku, gdy byłem w tym miejscu po raz pierwszy, na stuletnich
kamiennych schodach było widać wgłębienia wyrzeźbione
modlitewnym dłutem tysięcy kolan.

Wtedy te schody
wyglądały tak (zdjęcia z sieci):


W lutym 2010 odbył
się remont. I teraz schody wyglądają tak (z sieci):


Rzepa pisała co
następuje

http://www.rp.pl/artykul/38,439471_Ostra_Brama_zagrozona.html

Przy okazji remontu
jakiś obwieś zajumał też kilka wotywnych serc.


http://www.polskiekresy.info/index.php?option=com_content&view=article&id=744:ostra-brama-wyrwane-polskie-serca&catid=127:litwa&Itemid=511

Remont wstrzymano.

Winni tak
skandalicznego przeprowadzenia remontu zostali przez litewskie władze
ukarani.


http://www.znadwilii.lt/aktualnosci/20100427/ukarano-specjalistow-ktorzy-dopuscili-sie-naruszen-podczas-remontu-ostrej-bramy


Tamte stuletnie
schody nie były piękne szczególnie, bo to jakiś słaby
jakościowo kamień był, nie wiem nawet czy granit, natomiast z
pewnością tamte schody miały duszę. To nowe coś z lastryka to
fuszerka straszliwa. Naprawdę…

Nie wiem jakim
tępym, tudzież wrednym fallusem trzeba być, żeby coś takiego w
takim miejscu usmarkać.

Są miejsca, w
których żałuję, że jestem tępym, złośliwym ateistą.
Kaplica tej ikony jest jednym z tych miejsc.


http://www.faustyna.eu/ostra-brama-wilno.htm


Tak to wygląda na
naszej ścianie dziś. To powyżej to ikona zakupiona w Pomorie w
Bułgarii.

Lepsza Polowa lubi
ikony.


cdn.

Rymasz

Ależ genialne zdjęcia!!!


http://englishrussia.com/index.php/2007/02/26/moscow-dungeons/

Rymasz

PS. Za chwilę zacznę wreszcie kończyć opowieść o wycieczce do Wilna. To trochę żenujące, że się z tym tak certolę. Ale ja potrafię pisać tylko gdy mi się chce.

Jeśli chcesz być w jakikolwiek sposób oryginalny na hejwimetalowym koncercie, chcesz się jakoś wyróżnić z tłumu przeciętnych hejwimetalowców, w żadnym wypadku nie powinieneś:

1. Nosić czarnej koszulki z nazwą swego ulubionego zespołu.
2. Mieć długich włosów.
3. Mieć powbijane kolczyki i inną metaloplastykę w najróżniejsze części swojego ciała.
4. Kiwać monotonnie łbem w rytm hałasu produkowanego przez członków twojej ulubionej kapeli.
5. Drzeć co dziesięć sekund mordy w celu oznajmieniu światu, który z pewnością nie zrozumiał przekazu płynącego z twej czarnej koszulki, jaki jest twój ulubiony zespół.
6. Upijać się do nieprzytomności i spędzić występ twojego ulubionego zespołu smacznie śpiąc na trawie, tudzież na izbie wytrzeźwień po uprzednim wszczęciu awantury z kimś, kto nie do końca zrozumiał jaki jest twój ulubiony zespół.
7. W tańcu świętego Wita dziko pląsać, przepychać się i obalać z kolegami.
8. Wytatuować sobie całego ciała dziwnymi symbolami, uwzględniając przede wszystkim znak czy też nazwę twojego zespołu, tak w celu wzmocnienia przekazu
9. Spacerować ze swoją dziewczyną po okolicy trzymając ją cały czas za tyłek i co jakiś czas wkładając jej język do ust, czyli zachowywać się jak niejaki hejwimetalowiec Nergal ze swoją Krysią, czy jak jej tam.
10. Nosić koknejów czy innych martensów za dużych o cztery numery.
11. Jeśli jesteś kobietą, założyć skórzaną mini i podarte rajstopy. Do za dużych martensów oczywiście.
12. Jeśli jesteś kobietą, umalować się jak ruska dziwka do pracy.
13. Paradować z flagą, banerem, prześcieradłem z wypisaną nazwą twojego ulubionego zespołu. Dla wzmocnienia przekazu oczywiście.
14. Krzyczeć „Ku…a!” i „Za…..cie!” przy rozpoczęciu każdego nowego utworu.
15. Podczas koncertu trzymać w górze wyciągniętej dłoni w geście mano cornuta
16. Mówić wszystkim dookoła, że jesteś tu tylko dla Slayera (Antraxu, Megadeth, Slipknot, Machine Head, itd. – zależy od miejsca i czasu) i Metallicy mogłoby dla ciebie nie być.

Jeśli chcesz być naprawdę oryginalny, musisz zachowywać się w zupełnie inny sposób i prezentować się na zupełnie inną modłę.

Rymasz

Koduję rzeczywistość w ten sposób,
że najlepiej pamiętam gdzie co ostatnio odłożyłem, a nie gdzie
to powinienem odłożyć, bo takie miejsce przeznaczenia dla tego
czegoś wymyśliła sobie Lepsza Połowa.

Ale byłoby OK i byłbym nic nie
pisnął, gdyby ona pamiętała, jakie NOWE miejsce przeznaczenia
wybrała dla NOWEGO przedmiotu, którego tu wcześniej nie
było, a który ja sobie gdzieś odłożyłem. Tyle, że ona
nie pamięta gdzie odłożyła jakąś nową rzecz, bo ona pamięta
tylko, gdzie dana rzecz powinna leżeć. I tu jest konflikt, bo o
nowej rzeczy jeszcze nie wiadomo gdzie powinna leżeć.


To znaczy wiadomo, bo Lepsza Połowa ją
tam przełożyła przecież z miejsca, w którym ja ją
położyłem (najbliżej pod ręką), tylko, że zapomniała jakie to
miejsce, bo to było pierwszy raz. Dla mnie każdy raz gdy odkładam
jakiś przedmiot jest pierwszy, zatem ja pamiętam gdzie coś po raz
pierwszy kładę. Dla Lepszej Polowy każdy przedmiot powinien leżeć
na swoim miejscu, a swoje miejsce przedmiot uzyskuje na dobre, gdy
jest gdzieś ułożony drugi raz.


Gdybym ja tę nową, pieprzoną,
zajebistą lampkę ledową do podświetlania klawiatury, napędzaną
USB znalazł i znów położył koło laptopa, to ona by ją
rano MACHINALNIE odłożyła po raz drugi w to samo miejsce, w które
odłożyła ją po raz pierwszy, a którego TERAZ nie pamięta!


No i piszę oświetlany tylko monitora
blaskiem.


Ciekawi mnie, czy ktoś zrozumiał to
co napisałem? Bo to trudno zwerbalizować i dlatego chyba pokręcone
wyszło. Myślę, że jeśli ktoś zrozumiał, to jest to facet.
:-DDD

W każdym razie, jakkolwiek skomplikowanie by
to nie brzmiało ja dokładnie wiem co chciałem przekazać!!!

 

Rymasz

Urocze legendy opowiadane przez Polaków na cmentarzu na Rossie uroczymi legendami, proza życia, prozą życia.

Serce i Matka Syna spoczywają na niewielkim cmentarzu wojskowym, który przylega do Starej Rossy.

Serce Syna

Serce Syna


Ten przepiękny, rozpostarty na kilku hektarach pagórków, jeden z najstarszych w Europie cmentarz, umiera. Nie opiekuje się nim nikt poza grupkami spontanicznie organizujących się Polaków. Reżim RP, którykolwiek z kolejnych, ma to w dupie. Pewnie w imię zachowania poprawnych stosunków polsko-litewskich. O tak, polityka zagraniczna śp. Lecha Kaczyńskiego, jego rozliczne wizyty na Litwie, to jeden wielki sukces. Tu pierwszy z brzegu

A tu drugi

Rozwinę ten temat, gdy wyjdziemy już Rossy, oj tak.


Wejście na Starą Rossę prowadzi przez neogotycką bramę, którą odnowiono ze środków zgromadzonych na kwestach organizowanych przez Jerzego Waldorffa. Z tych środków odnowiono też kilka innych grobów i kapliczek.

Społeczny Komitet „Poznaniacy – Rossie” też pomógł kilka grobów odrestaurować.

Reszta się rozpada.


Litewskie władze cmentarzem nie zajmują się wcale. Postawmy sprawę jasno, to jednak polski cmentarz, choć zasłużonych i utytułowanych Litwinów na nim nie brakuje. Nasz polskomówiący cicerone z brudnymi włosami twierdził, iż cały czas na cmentarzu dokonuje się pochówków. 20.000 litów wystarczy (z PLN to 1:1 praktycznie, z maleńką przewaga na korzyść lita).

Podejrzewam, że wątpię. Jakieś legendy miejskie powtarzał. Niby jeden grób nam pokazał, ale po weryfikacji jego sensacyjnych doniesień na temat warty przy grobie Piłsudskiego rozstrzelanej przez ruskich w 1939 na spółę ze szwabami wyzwalających Polskę z niepodległości, to ja mam mało wiary w jego doniesienia.

Cmentarz po prostu umiera.

A jest naprawdę piękny. Nie umiem robić zdjęć. Kędzior niestety tym bardziej (to się nazywał wywoływać wilka z lasu to co zrobiłem przed chwilą). Znajdziecie w sieci tuziny stron z lepszymi fotkami. Na koniec podam kilka dobrych linków, dla kogoś, kto zapragnie się czegoś naprawdę dowiedzieć.

Ale kilka fotek wrzucę.

Rymasz, Ciccerone, Aniol Zycia

Adam Pilsudski

Anioł Życia

Anioł Śmierci

Rossa

Rossa

Rossa

Rossa

Rossa

Rossa

Rossa

Rossa

Adam Piłsudski spoczął tuż za „plecami” Matki i Serca Brata. Naprawdę. Dzieli ich tylko ogrodzenie. Adam też na raka, jak Józef umarł.

Żona Piłsudskiego.

Syrokomla, który jako jedyny patronem dwóch ulic w Warszawie jest: Władysława Syrokomli oraz Ludwika Kondratowicza.

Euzebiusz Słowacki, Ojciec Juliusza.

Lelewel.

I wielu, wielu innych Polaków.


Pomniki nagrobne Anioł Życia i Anioł Śmierci. Charakterystyczne nagrobki z uciętym pniem zamiast krzyża (kończy się życie, pada drzewo, zostaje pniak).

Popatrzcie, postarajcie się dostrzec na tych nieudolnych fotografiach duszę tego miejsca. Zerknijcie do linków, poguglajcie sami.

A ja obiecuję wkrótce dokończyć moją opowieść.



http://www.galileusz.pl/~kawon/6.htm


http://juragos.ovh.org/foto/004.rossa.html


http://poznan.naszemiasto.pl/inne/specjalna_artykul/21569.html


http://www.kresy.pl/wydarzenia?zobacz/cmentarz-na-rossie-niszczeje


Rymasz

cdn.


  • RSS