Kącik Rymasza

O życiu i w ogóle

Wpisy z okresu: 3.2010

Ten świat to burdel na kółkach, który nie zważając na nic, błyskając
światełkami pędzi w otchłań w rytm skocznego bitu wygrywanego na
bębenku. A ludzie zamieszkujący ten świat to w zatrważającej większości
pozbawieni jakiejkolwiek refleksji nad własnym bytem kretyni.

To są banały, ale ja wobec nieskończoności staję po prostu bezradny z
rozwarta paszczą i się nadziwić nie mogę, i swoim małym rozumkiem tej
nieskończoności ogarnąć. A nieskończone jak wiemy są dwie rzeczy na tym
świecie: miłosierdzie Boga, w którego nie wierzę i ludzka głupota, którą
widzę, dotykam, z którą obcuję na co dzień.

*

Przepowiadanie pogody to zajęcie trudne i skomplikowane, bowiem na temat
zjawisk klimatycznych zachodzących w atmosferze naszej planety ludzie
póki co niezbyt wiele mają do powiedzenia poza tym, że jak pada to pada,
a jak nie pada, to nie pada. Pogoda jest nieprzewidywalna jak kobieta,
której zaloty odrzucono i nie wiadomo co nawywija. Może się popłakać,
upić na smutno, przespać na złość światu z byle kim i byle gdzie, ale
może też króliczka do wrzątku wrzucić jak Glenn Close w „Fatalnym
zauroczeniu”.

Z tego powodu specjaliści od przepowiadania pogody zwani w naukowym
żargonie meteorologami potrafią w miarę SKUTECZNIE przewidzieć pogodę na
jakieś 12 godzin do przodu. W miarę skutecznie znaczy z jako takim
akceptowalnym przybliżeniem, bez zbytnich szczegółów. Na cały dzień do
przodu przepowiednie udają im się tak na oko w 70-80%. A potem to już
zwykły rachunek prawdopodobieństwa.


No wiadomo, że jak jest zima, to mówią, że za tydzień też będzie zima, a
nie lato i vice versace. Tak jak każdy góral i każdy inny szaman.
Jak mówią, że w czasie twojego urlopu będzie lało, to leje, a gdy mówią,
że nie będzie lało, to też leje.

TO POWYŻEJ TO NIE SĄ ŻADNE DANE NAUKOWE POPARTE BADANIAMI
STATYSTYCZNYMI.


To jest moje subiektywne widzimisię.
I jak się komuś strasznie nie podoba to zachęcam do przerwania lektury w
tym momencie i zajęcia się czymś pożytecznym.

*

O właśnie, a propos pożytecznych rzeczy.

Działacze organizacji WWF (Word Wrestling Federation???) postanowili
zrobić dla świata pożyteczną rzecz. Oczywiście najbardziej pożytecznym
dla świata byłoby gdyby wraz z całą resztą ekoterrorystów ulżyli sobie i
światu i wyskoczyli po prostu oknem, ale na to póki co nie wpadli.
Wymyślili za to EARTH HOUR.

Niech o swym zbożnym dziele opowiedzą tfurcy:

„Zainicjowana przez organizację ekologiczną WWF Godzina dla Ziemi to
największa na świecie akcja społeczna na rzecz ograniczenia zmian
klimatycznych. Miliony ludzi na całym globie na jedną godzinę zgaszą
światło, aby symbolicznie przeciwstawić się największemu zagrożeniu dla
naszej planety i apelować o konkretne działania na rzecz ograniczenia
emisji gazów cieplarnianych.”

W sobotę, 27 marca, między 20:30 a 21:30 gasisz światło i oglądasz
telewizję po ciemku. Poświęcenie spore, ale czego się nie robi dla
planety.

Na oświetlenie człowieki zużywają coś koło 20% produkowanej energii.
Dlaczego więc oświetlenie akurat? To proste. Bo widać!

Akcję popierają znane celebryty, którym, jak to bywa, sława rozumu nie
przydaje. Wręcz przeciwnie nawet. Nigdy nie zrozumiem tego dziwacznego
przekonania, że jak ktoś ma talent do brzdąkania na gitarze albo
recytacji wierszyków i jest w swej domenie znanym i szanowanym artystą,
to z automatu jest też kompetentny do zabierania głosu w każdej sprawie
dotyczącej tolerancji, ekologii, ekonomii, polityki, organizacji
charytatywnych, systemu przymusowych ubezpieczeń społecznych czy
bezpieczeństwa narodowego (nic nam nie grozi, dookoła sami przyjaciele
przecież). No i zawsze chętnie powie, że Kaczory to oszołomy, a Tuski to
Europejczyki jak się patrzy. A to przecież jednakowa zaraza, chociaż
Tuski ani chybi gorsze, bo bardziej pazerne i antypolskie. Jak SLD
kiedyś.

No właśnie. Za czasów PZPR, czyli młodzieńczych lat SLD, artyści
celebrytowani maszerowali dziarsko w awangardzie każdego pochodu
pierwszomajowego, walcząc dzierżoną w dłoni czerwoną szturmówką o lepszą
przyszłość świata. Dziś robią dokładnie to samo.


Lemingi. Tu ich lista.

Akcji partnerują też liczne firmy. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że żadna
z nich nie zajmuje się produkcją energii. Hmmm, ciekawe dlaczego?
Przecież towarzysze ekoterroryści te właśnie firmy powinny uczynić
targetem swej działalności. To by dopiero była skuteczna akcja gdyby
Stoen, Vattenfall, Enea i cała reszta wyłączyła hurtem zasilanie na
jedną małą godzinkę!


To by było dopiero mężne i nie symboliczne już stawienie czoła
„największemu zagrożeniu dla naszej planety”, jak to sami raczyli
żartobliwie nazwać.

*

Ektorerroryści żyją z szantażu, więc nas szantażują. Artyści i
„osobowości telewizyjne” (a to już zupełna zagadka – co ciekawego na
jakikolwiek temat może mieć do powiedzenia specjalistka od
ładniewyglądania i czytania z promptera??? No niech mi ktoś powie –
co??? No na czym poza modą, fitnessem, chirurgią plastyczną i kremami
przeciw zmarszczkom na dupie może się znać np. Krzysztof Ibisz??? No na
czym?) poprą wszystko czego popieranie jest akurat trendy. A kto będzie
sprzątał burdel który niechybnie nawywijają i kto będzie ponosił koszty
ich radosnej performerskiej tfurczości?

No bo przecież, że nie oni.

Metoda szantażu organizacji ekoterrorystów polega na tym, że wmówili
ludziom, że jesteśmy odpowiedzialni za wzrost temperatury na świecie.
Skąd wiedzą, że na świecie temperatura rośnie i że za sto lat będzie
kilka stopni wyższa, a oceany zaleją świat? Z przepowiedni szamanów,
którzy nie potrafią przewidzieć pogody trzy dni naprzód, oczywiście.


Ale co będzie za 100 lat to już wiedzą dokładnie.

No i taki specjalista od PR Stępniewski Wojciech z Word Wrestling
Federation, czy jak im tam, głosi co następuje:


„Grupa C40, która zrzesza największe światowe metropolie zaangażowane w
zwalczanie zmian klimatu, w tym Warszawę, oznajmiła, że miasta
odpowiadają nawet za 75% światowych emisji gazów cieplarnianych. Zatem
włączenie się miast w działania na rzecz znalezienia rozwiązań tego
problemu ma niezwykłą wartość. Wyłączając światła swoich najbardziej
znanych obiektów ich władze wysyłają sygnał, że troszczą się o jakość
życia i zdrowie swoich mieszkańców i ich dzieci.”

Siła tych bandytów polega na bezczelności przy wciskaniu kolejnych
kłamstw.

Najpowszechniejszym gazem cieplarnianym na Ziemi jest para wodna (coś
tak pod 90%). CO2 jest gazem cieplarnianym drugiego sortu – kilka
procent, tak optymistycznie. Człowiek jest producentem tak ze 3% CO2
emitowanego do atmosfery przez nasza planetę.

Ile to jest 3% z dajmy na to 9%?

Powiem Wam. Zdradzę tę straszną tajemnicę.
Niecałe 3‰. Słownie: trzy promile gazów cieplarnianych.

Co z tego wynika dla ekoterrorystów? Ano to, że „miasta odpowiadają
nawet za 75% światowych emisji gazów cieplarnianych”. Jak ci kłamcy i
złodzieje to wyliczyli? Nijak! Po prostu nijak! Tak samo jak nijak nie
planują udowodnić, że człowiek ma jakibądź wpływ na wzrost temperatury
na Ziemi.

Ignorują fakt, że epoki lodowcowe nastawały i mijały na tej planecie bez
naszego udziału i że właśnie jesteśmy w fazie ocieplenia po jednej z
takich epok (HURRA!!!). Ignorują jakąkolwiek rzetelność naukową i snują
hipotezy, na podstawie których ogłaszają kolejne hipotezy, które w końcu
stają się prawdami objawionymi zapodanymi jako dogmat dla wyznawców.

Jak ktoś chce się doszkolić z metod szantażu to zapraszam na blog
kashmira i
przyswojenie tego materiału.

*

No to wiemy już, Word Wrestling Federation, czy jak im tam, to banda
idiotów oraz, że Stępniewski Wojciech to kłamca. Nie lubię kłamców!

Czy ekoterroryści wszelkiej maści i wszelkiego sortu to wszystko robią
bezinteresownie? A skąd! To jest banda naciągaczy, która żarliwie
oprotestuje KAŻDĄ inwestycję, dopóki okupu nie wymusi.

To dzięki tym bandytom żarówek nie kupimy w sklepie. Oczywiście zyski z
tego bandyckiego zakazu czerpią producenci tzw. żarówek
energooszczędnych, którzy przeszarżowali z inwestycjami w zielone, ale
rolę pożytecznych idiotów spełniło ekologiczne tałatajstwo. Pytanie za
ile, nieprawdaż?

Bo na tym bandyckim zakazie zarabiają przede wszystkim koncerny, takie
ja Philips, Osram czy GM. Naprawdę. Gdy mnie ktoś zachęci to napiszę
kiedyś o tej bandytce więcej.

Czy ta banda ignorantów zastanawia nad konsekwencjami Godziny dla Ziemi
dla sieci energetycznej? Czy ta banda ignorantów myśli co by było, gdyby
wszyscy ich apelu posłuchali i wyłączyli prąd o jednej godzinie i o
kolejnej masowo włączyli?

Na szczęście ludzie mają tych złodziei póki co w dupie. Tylko
pamiętajcie. Oni cały czas kradną wasze pieniądze. To oni każą wam
płacić więcej za źródła światła. To oni każą wam używać urządzeń
klimatyzacyjnych o mniejszej wydajności („złe” freony i dziura ozonowa).
To oni blokują budowę dróg, obwodnic, mostów, sklepów nawet i to przez
nich każda ta inwestycja kosztuje więcej.

Jak długo jeszcze będziemy tolerować tę parszywą zgraję?

Rymasz

Chwilę temu Warszawa za moim oknem wyglądała w obiektywie mojego
telefonu tak:

http://igormac.fm.interii.pl/Warszawa%2015.03.2010.jpg

Wczoraj rano wyglądała inaczej.


* * *


Córka coś podziębiona, Lepsza Połowa
wobec tego w kościele sama, Córka się bawi w kręcenie lodów z
ciastoliny (nowa zabawka z wczoraj od Kuzynów – tylko żeby mi
inklinacji do PO, czy jakiejkolwiek innej demoTFU!kratycznej partii
po takiej zabawie nie nabrała!), ja robię obiad, śmietany nie ma,
a pomidorówka bez śmietany raczej nie wchodzi w rachubę. Idziemy
na spacer. Kupujemy śmietanę w przydomowym sklepiku, a potem hajda
na dłuższy marsz. To znaczy ja maszeruję i pcham wózek przed
siebie. Plan jest prosty. Pomaszeruję z godzinkę, mała uśnie,
skończę obiad.


Śnieg się wytopił, pąki na drzewach
za chwilę eksplodują, słońce, rześki wiatr.

A pod butami hałdy gówna.


* * *


99% posiadaczy mieszkania w bloku i
psa, to:

Koprofile.

Tępe chamy bez wyobraźni.


Nie ma innej możliwości. 1% psiarzy
sprząta to co wysrał piesek podczas spaceru, pakuje do torebki i
wyrzuca do śmieci. Co, przesadzam z tym 1%? Pewnie przesadzam. Może
1 ‰ byłoby poprawniej?
Raczej tak, bo w życiu nie widziałem psiarza, który by gówna
swego pupila sprzątał.


W lato psie gówno wydalone na trawnik
szybko się rozkłada. Co nie znaczy, że jego widok i smród są
czymś pożądanym lub co najmniej neutralnym. Nie są!!! Psy to
padlinożercy i psie gówna to nie to samo co króliczy bobek czy
końskie pączki – to nie strawiona trawa, ale strawione części
zwierząt i to części najgorszego sortu, bo psią karmę z
kurzęcych piór i krowich kopyt się robi, a nie z polędwicy. Zatem
psie gówna nie przeszkadzają tylko psiarzom, którzy, jak już
ustaliliśmy, w 99,9% są koprofilami lub tępymi chamami bez
wyobraźni, więc niby dlaczego brodzenie w gównie miałoby im
przeszkadzać? Reszta za to cierpi.

Zmierzam zaś tylko do tego, że w lato
bakterie robią swoje i systematycznie dostarczany nawóz przerabiają
na prostsze związki chemiczne. Utylizują na bieżąco innymi słowy.


Zimą jest inaczej z tego prostego
powodu, że zimą, gdy słupek rtęci poniżej zera spada, bakterie
mają wolne, bo przeczekują.

W tym roku od końca grudnia do
początku marca w Warszawie było zimno jak nomen omen w psiarni, a
śnieg sypał, sypał, sypał.

Psiarze łajno swoich pupilów
dostarczali regularnie. Zamarzło, śnieg zasypał, o co halo?

A że śnieg i na chodnikach zalegał?
Też mi problem.


Zahibernowane gówna czekały
cierpliwie, by rozkwitnąć po wytopieniu śniegu.


Teraz wracamy do mojego południowego
spaceru z moją ukochaną do granic zdrowego rozsądku Córką.


* * *


Po trzydziestu metrach zebrało mnie na
wymioty.


Tak to rano w obiektywie mojego
telefonu wyglądało i tak za chwilę znów zacznie wyglądać, niech
tylko to białe co napadało i cały czas pada znów się wytopi.

http://igormac.fm.interii.pl/psie%20gowna%202.jpg

http://igormac.fm.interii.pl/psie%20gowna%201.jpg

Zasrane trawniki, zasrane chodniki.
Tony psiego łajna zamiast pierwiosnków ogłaszają wiosnę w
Warszawie. W moim mieście, w mieście, w którym się urodziłem i w
którym od dziewiętnastu lat z krótką przerwą mieszkam, w którym
pracuję i które im bardziej poznaję, tym bardziej kocham i
szanuję. Warszawa to naprawdę moje miasto. Uwielbiam Kraków,
Olsztyn, Gdańsk, Szczecin i Wrocław kocham, Poznań, Zamość,
Wilno, Barcelonę, Monachium, Dublin, Mediolan, Berlin, Kopenhagę,
Sofię też. Każde to miasto mnie w jakiś sposób urzekło i
opowiedziało swoją historię, na tyle na ile czasu starczyło –
Szczecinowi na dzień, Barcelonie na dwa tygodnie.

Ale to Warszawa jest moim miastem. Nie
Ciechanów, w którym się wychowałem i który przeprasza za Dodę.


Ale gówno jest gównem niezależnie od
tego jak lubię miejsce, które pupile psiarzy zasrały. A nawet tym
bardziej upaćkanie gównem boli, im bardziej lubisz miejsce, które
koprofil lub tępy cham upaćkał.


Ze 45 minut się męczyłem na tym
spacerze, Córka nie usnęła w końcu, bo slalom uprawiałem i cały
czas marudziłem pod nosem.


* * *


Problem jest ten sam co roku. I co roku
o tej samej porze – na wiosnę.

Stad moja konkluzja, iż staruszka z
klatki obok, wyprowadzająca swoją Perełkę na spacer albo gówno
lubi, albo idiotką bez wyobraźni jest.

Nie mam pojęcia ile przeciętnie psie
gówno waży. Niech będzie 70 gramów. Zatem przeciętny sukinsyn w
ciągu dwóch zimowych miesięcy ponad 4 kilogramy gówna wysrał i
pozostawił do kontemplacji przez spacerowiczów na wiosnę

A babcia posiadaczka Perełki na wiosnę
w tych samych gównach brodzi przecież, co ja dzisiaj z moją Córką.
Zatem albo to ją rajcuje i celowo je przez zimę gromadzi, by na
wiosnę mieć frajdę, albo nie potrafi powiązać przyczyny ze
skutkiem (czyli gówna wypadającego z odbytu jej futrzastego
ulubieńca w styczniu, z gównem, w które wdepnęła pantofelkiem w
marcu), ergo, jest po prostu idiotką bez wyobraźni.

Jak każdy psiarz w mieście, który
nie sprząta gówien swojego zwierzęcia.

I dla jasności – posiadaczy
zwierząt, które luzem wypuszczone na wygrodzoną posesję, defekują
się na systematycznie strzyżone i wypieszczone trawniczki, się nie
czepiam. Podobnie jak nic mi do posiadaczy psów przetrzymujących
swą własność w kojcach zlokalizowanych na własnych włościach.
Wolnoć Tomku, póki takiej hałdy nie zgromadzisz, która na
okoliczne posesje zacznie śmierdzieć.


Ale od psiarzy miejskich poszanowania
mojej wolności wymagam. Bo ja nie życzę sobie w gównie się
taplać. Wy to lubicie najwyraźniej, zatem wyznaczcie sobie
wygrodzone wybiegi, które wasi czterołapi faworyci będą zasrywać.
Tylko przed powrotem na publiczny chodnik buty z gówna wyczyśćcie.



Albo weźcie wy psiarze zasrani
zacznijcie po swoich srający psach sprzątać!!!

 

Rymasz

W fabryce ewidencję szkoleń pracowników prowadzą.
Korespondecja mailowa z kadrami w tej właśnie sprawie z zeszłego tygonia.

Kadry:
Czy były jakieś szkolenia pracowników w lutym?

Rymasz:
Wewnętrzne też się liczą?

Kadry:
Tak.

Rymasz:
To były.

Rymasz


  • RSS