Kącik Rymasza

O życiu i w ogóle

Wpisy z okresu: 11.2009

Podział ludzi a to na rozpustników i cnotliwych, a to na
wierzących i niewierzących, a to na pijących i niepijących, a to na
kibiców piłki kopanej i kibiców serialu „M jak miłość”, a to na
zwolenników PiS i PO, uważam za średnio dla mnie w życiu przydatny.
Ludzie dzielą się na idiotów i nieidiotów, niezależnie od poglądów na
bzykanie, Boga, sport i politykę.


 
Co znaczy, że w każdej z tych wymienionych wcześniej grup
proporcja idiotów do nieidiotów jest z dużym przybliżeniem podobna i
wynosi tak na oko 9:1.
Na dziewięciu idiotów jeden myślący przypada i praw fizyki pan
nie nie zmienisz i nie bądź pan rura i nie pękaj pan. A jak się nie
podoba to se pan idź do kina na jakiś film co pan jeszcze nie byłeś.

 
Nie ma dla mnie większego znaczenia czy człowiek z którym
rozmawiam jest zwolennikiem PiS czy PO, istotne jest to czy gada i
argumentuje z sensem i ciekawie, czy pieprzy kalką partyjną propagandę.
Tak samo nie ma dla mnie znaczenia czy ktoś wierzy w Boga czy nie
wierzy. Ważne jest czy ciekawe rzeczy o sensie życia i w ogóle
opowiada.

 
Ja sam nie wierzę ani w polityków (wszystkich, ponieważ by
skutecznie uprawiać tę profesję należy być wyposażonym w pewien zestaw
cech, które budzą we mnie obrzydzenie. Należy mianowicie umieć kłamać,
należy umieć włazić w dupę, należy umieć składać fałszywe obietnice,
należy umieć nie dotrzymywać danego słowa, należy unieć knuć, należy
umieć zdaradzać najbliższych współpracowników, należy umieć dążyć do
celu po trupach i jeszcze kilka takich. Każdy skuteczny polityk ma do
tych rzeczy talent i zamiłowanie. Mnie to wszystko hurtem brzydzi, ergo
brzydzą mnie politycy), ani w Boga (bo po pierwsze jestem agnostykiem i
nie wiem czy w ogóle jest jakiś Bóg, a a po drugie jestem ateistą i
wiem, że raczej na pewno nie ma żadnego z tych bogów, których sobie
wymyślili ludzie, a im dłużej żyję tym bardziej jestem przekonany, że
jeśli jednak jest jakiś Bóg, to wyjątkowy z niego: albo jajcarz i nie
sposób brać go poważnie, albo, no powiedzmy, niezły z niego… polityk
i nie bardzo jest go za co lubić), ale z chęcią z osobą politycznie czy
religijnie zaangażowaną porozmawiam, a ile oczywiście jest wybrańcem,
jednym z dziesięciu.

 
Cóż mi po rozmowie z ateistą, choć niby co do niewiary się
zgadzamy, skoro to idiota będzie? Jaka to niby przyjemność? A, jako się
rzekło powyżej, 9 z 10 to barany. Przypominam – podobnie jak teiści.

 
Takich emocjonalnie zaangażowanych w jedynie słuszną ideologię
matołów sporo łączy. Jedną z tych cech jest oburzenie na innycg
zaangażowanie ideologicznie. I zupełnie nie przeszkadza im to, że sami
są zaangażowani identycznie, tyle że po drugiej stornie frontu.

 
Teiści zarzucają nieteistom przede wszystkim wojowniczość.
Niewojujący nieteista jest niegroźny, bowiem swoich szkodliwych
poglądów na życie i całą resztę nie propaguje, znaczy się milczy.
Problem polega na tym, że każdy nieteista staje się wojujący w momencie
gdy publicznie rzeknie „Nie wierzę w Boga”. Ergo, zasadniczo każdy
nieteista jest z definicji wojujący, więc każdy nieteista belką w oku
teisty stoi. Zabawne jest to o tyle, że w przypadku większości teistów
głoszenie dobrej nowiny, jest obowiązkiem bez mała. Znaczy się logika
polega na tym, że ja pogan nawracać poniekąd muszę, ale ty poganinie
milcz jak do mnie mówisz.

 
Ale żeby było jeszcze zabawniej, nieteiści, a konkretnie wojujący
ateiści, dokładnie o to samo mają pretensję do teistów, czyli w
przypadku naszej Ojczyzny, katolików. Zdaniem wojujących ateistów
najlepiej jest gdy swoje poglądy na życie, wszechświat i całą resztę
(Ś.P. Douglas, ten to był ateistą dopiero!) katolicy skrywają w głębi
swego jestestwa i nie epatują nimi otoczenia. Poglądy są wedle tego
oglądu rzeczywistości sprawą na tyle prywatną co opryszczka w miejscu
intymnym i lepiej o tym przy obiedzie nie wspominać. Pewnie jakieś
masz, ale światu masz się prezentować jako człowiek bezideowy. Stąd
główny zarzut wojujących ateistów wobec katolików na tym polega, że
Radio Maryja wiarę w Boga propaguje stanowczo i głośno. No skandal po
prostu. Gdyby Radio Maryja nadawało ciszę, wtedy by pewnie uszło, choć
sama nazwa co bardziej tolerancyjnych bojowników o tolerancję własnych
poglądów irytowałaby bez wątpienia. Jestem tego pewien i dolary przeciw
orzechom stawiam.

 
Tak to już jest na tym świecie, że to co u siebie widzimy jako
niezbywalne prawo, u naszych przeciwników staje się największą wadą i
wykroczeniem przeciwko dobrym obyczajom.

 

Ale jeszcze bardziej boli mnie u idiotów wszelkiej maści ich ślepota na rzeczy oczywiste.

Ponieważ jestem ateistą, to na ateistach się skupmy.

 
Większość z nich postępowa jest i jest za tolerancją, za to
przeciw kołtuństwu i zacofaniu. Postęp i tolerancja polegają na tym, że
za prawo do wiszania na ścianie krzyża z przyklejonym doń zdjęciem
fujary walczyć do krwi ostatniej kropli z żył są gotowi, zaś sprzeciw
przeciwko kołtuństwu i zacofaniu na tym poega, że z krzyżem na ścianie
urzędu i klasy szkolnej walczyć będą też do krwi ostatniej (btw.
zuważyliście, że sporym problemem dla ateistów jest brak własnego
wyrazistego symbolu przy którym moga się zjednoczyć, zatem jednoczą się
nie wokół jakiejś idei, ale przeciw innym ideom i swoim symbolem czynią
karykatury symboli jednoczących tych, przeciw którym się jednoczą?).
Bronią niewystępującej w przyrodzie tzw. „neutralności
światopoglądowej” (neutralny światopoglądowo to jest kamień na polu.
Każda grupa ludzi zjednoczona wokół jakiejś idei neutralna
swiatopoglądowo być nie może!) i walczą o tolerancję, zwalczając własną
tożsamość własnymi rękami.
Kastrują się z własnej przeszłości, negują tradycję, z której
wyrasta miedzy innymi ich tolerancja dla innych, a w imię
oświeceniowego humanizmu propagują bezkarne zabijanie nienarodzonych
dzieci.

 

No idoci przecież. O czym ja, ateista, mam z takimi gadać?
Żeby nie było z asłodko i żeby kązdy miał powód mnie opierniczyć,
to zaznaczam, że o idiotach teistach mam identyczne zdanie, choć powody
ciut inne.

 
Tak czy siak pytanie mam. Czy są w tym kraju ateiści, których nie
bawi do łez anegdota, którą w mojej przytomności wygłosił Andrzej
Dominiczak Prezes Towarzystwa Humanistycznego? Dykteryjka była o tym,
jak to kilka lat temu p. Prezes leżał w sali pooperacyjnej na oddziale
gastrologicznym w roli pacjenta. Do sali wszedł ksiądz i zaproponował
komunię. Pan Przewodniczący rozejrzał się po sali, po czym wyjaśnił
księdzu: „Proszę pana, sam pan widzi, tu wszyscy po operacji przewodu
pokarmowego, niejedzący, na kroplówkach. No chyba, że w formie czopka
pan tę komunię zapoda”. Usłyszałem to na spotkaniu zorganizowanym przez
Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów i Towarzystwo Humanistyczne (po
więcej zerknij tu).
Zebrani ateiści zdrowo się ubawili z tej opowieści. A ja dopiłem jak
najszybciej piwo i poszedłem stamtąd w cholerę. Aż takim humanistą, to
ja niestety nie jestem.

 
No to jak, są ateiści, których to nie ubawiło i którzy widzą, że
podcinanie gałęzi na której się siedzi nie świadczy o wybitnych
talentach intelektualnych?

Rymasz


  • RSS