Kącik Rymasza

O życiu i w ogóle

Wpisy z okresu: 5.2009

Dupy

12 komentarzy

Na poniższym obrazku znajduje się kilka gołych, lub prawie gołych dup. Teoretycznie dupa to dupa, ale dupy oznaczone numerami od 1 do 7 są inne niż dupa nr 8.

dupy

Wiecie czym się różnią?

Dupę nr 8 wypięła anonimowa dawczyni dupy, a dupy od 1 do 7 należą do znanych artystek, pań szansonistek, div polskich estrad.

Czy różnią się czymś jeszcze? Detalami co najwyżej, bo jako się rzekło – dupa jest dupa. I choć taka np. dupa nr 6 to w najlepszym przypadku dupeńka, dupcia, dupulek, bo mizerna i zmęczona życiem jak sama artystka, to przecież ma dwa, nie trzy półdupki. Ale mimo rachityczności posiadanego siedzenia artystka śpiewaczka poczuła nieodpartą potrzebę pokazania go światu.

Skąd im, tym artystkom, się to bierze, pytam?

Dlaczego nie poprzestaną na zachwyceniu swych odbiorców pięknem wyśpiewanych songów?

No jak to się dzieje, że znana piosenkarka i poetka w wieku lat czterdziestu ośmiu, postanawia pokazać światu swój wypięty tyłek w skórzanych majtkach (nr 3), bobra, cycki i co tam jeszcze?

Odpowiedź jest oczywiście prosta nadzwyczaj. One, te artystki znaczy, są od tego, by dostarczać gawiedzi uciechy. Na tym polega ich praca, dzięki której duże domy budują i drogie samochody kupują. Im więcej gawiedzi się zachwyci, tym większa chałupa i lepsza fura. A cóż od wieków niezmiennie, najbardziej raduje gawiedź, jak nie goła dupa? No to pokazują, skoro jest zapotrzebowanie, a za pokazanie, jak każda uczciwa dziwka, biorą pieniądze. No przecież z dobroci serca tej dupy nie pokazują, prawda?

Znacie ten kawał?

Tańczy Hrabia z jakąś Baronową na balu. W pewnym momencie pyta:
- Pani Baronowo, czy oddałaby mi się Pani za milion dolarów?
- Ale jak to, Panie Hrabio!? – oburza się Baronowa.
- Niech Pani pomyśli, chodzi o milion dolarów.
- Za milion dolarów oddałabym się Panu, Panie Hrabio… – odpowiada po chwili namysłu Baronowa
- A czy oddałaby mi się Pani za jednego dolara? – zagaduje po kolejnej chwili Hrabia.
- Ależ Panie Hrabio, za kogo mnie pan ma? – oburza się Baronowa.
- To już ustaliliśmy, teraz się targujemy…

No tyle, że to kawał z kręgów arystokracji, którą pierdolona komuna skutecznie wyrżnęła i przepędziła, i której to arystokracji skutecznie wobec tego brak (no i takie tępe chamidło jak ja, wnuk krawca, co hrabiom garnitury kroił, się ma prawo pyszczyć!!! Skandal!!!). U nas brak, gdzieniegdzie na świecie jeszcze pozostała, tylko co z tego?

Kiedyś, wcale nie tak dawno temu, panie artystki z gołą dupą wypiętą ku uciesze całego świata, były warte mniej więcej tyle szacunku, ile zwykła dziwka śpiewająca sprośne kuplety w portowym burdelu. No bo powiedzcie, co za różnica?

Dziś, gdy cała kultura masowa do tego zmierza, by w całkowity burdel się zamienić, one, te artystki z gołą dupą wypiętą na świat, to wzorce do naśladowania dla przyszłych pokoleń są.

Czego dowodem dupa nr 4, najmłodszej artystki z grona, która, pomna doświadczeń starszych koleżanek po fachu, całą swoją karierę zbudowała na wypinaniu zadka. To, że przy tym wypinaniu coś tam sobie podśpiewuje, to naprawdę drugorzędna rzecz.

Gdy zwykły, perwersyjny kurwiszon (p. Louise Veronica Ciccone, pseudonim Madonna) zostaje „ikoną” popkultury, to ile warta ta kultura?

O jednym warto cały czas pamiętać:

mleczko

Ale co ja tu pitolę, pewnie czekacie, aż skończę i wreszcie właścicielki gołych dup ujawnię z imienia i nazwiska?

Kto sobie chce zepsuć zabawę w zgadywanie, niech zaznaczy fragment poniżej.

1. Steczkowska Justyna

2. Szczot Katarzyna, pseudonim Kayah

3. Jackowska Olga, pseudonim Kora

4. Rabczewska Dorota, pseudonim Doda

5. Górniak Edyta

6. Kowalska Katarzyna

7. Pańkowska Magdalena, pseudonim Shazza

8. Anonimowa dawczyni dupy

A skąd wziąłem wszystkie te zdjęcia? Czy mam takie hobby, czy zbierałem je długo?

No nie mam, znalazłem je w kilka minut w internecie, który jak wiadomo wymyślono po to właśnie, by każdy mógł do woli napatrzeć się na gołe dupy.


Rymasz

W ZOO

6 komentarzy

Lubię chodzić do ZOO. Od
maleńkości.

Gdy byłem szczeniakiem,
to chodziłem do ZOO z wycieczkami szkolnymi, gdy podrosłem, to na studiach
chadzaliśmy z Genkiem do ZOO zamiast na zajęcia i spędzaliśmy tam miło czas
pijąc napoje, paląc różne takie papierosy i obserwując zwierzaki.

Naszym numerem jeden były
wydry, bo świetnie figlowały, a na drugim miejscu były gibony, bo to wyśmienici
akrobaci. Dowiedzieliśmy się też od pana karmiącego hipopotama co je taki
hipopotam w ZOO. Otóż, cytuję, „On żre to co ja mu dam do żarcia”. Bardzo nas
ta odpowiedź ucieszyła lata temu, bo byliśmy w takim rozrywkowym stanie, w
którym wszystko zasadniczo jest śmieszne.

A dziś, już jako stary i
poważny człowiek, do ZOO chadzam z córką i z żoną. Wczoraj taka okazja się
zdarzyła, bo Lenka jak raz urodziny drugie miała.

Wzięliśmy urlop i poszliśmy
z dzieckiem do ZOO, bo w weekend to tam jest obężenie małych barbarzyńców, a w
tygodniu spokój, tylko kikanaście stadncyh wycieczek.

 

ZOO warszawskie nad wyraz
pozytywnie się zmieniło.

Gibony zamiast klatki
mają swoją wyspę z wielkim drzewem, szympansy również, pojawiły się goryle też
z wielkim wybiegiem, słonie dostały nowy wypasiony deptak, drapieżników w
klatkach umęczonych nie widziałem (jaguary w wielkiej wolierze, nie w budzie z
krat), dla ludzkich dzieci zmajstrowano czaderski plac zabaw. Lenka była
wniebowzięta. No i w ogóle ładnie jest, hipkowi basen remontują, czysto,
zwierzęta zadbane.

No właśnie, zwierzęta,
czyli sens istnienia ZOO.

Niejeden bojownik o prawa
zwierząt marudzi, że te zwierzęta w ZOO to więźniowie. No może, nie wiem,
szczerze mówiąc wali mnie to, bo gorzej niż tuczone na pasztet gęsi to nie
mają, no chyba, że są myszami na karmę dla węży, a takie zwierzątka też się w
ZOO hoduje.

Wszystkie trawożerne
bydlęta wyglądają w ZOO na wyjątkowo zrelaksowane i trudno się im dziwić, skoro
się w spokoju mogą przez cały dzień obżerać zielskiem i nie martwić o to, że
zaraz jakiś drapieżnik przegryzie im gardło, przetnie ścięgno pazurem i wsunie
z rodziną na obiad.

Natomiast widać, że
niektórym mięsożernym i małpom doskwiera nuda.

Lwy, tygrysy, goryle i
szympansy na znudzone wyglądały, ale takie pawiany np. nie, bo one są w wielkim
stadzie i zajmują się głównie stadem i wyglądają na wyjątkowo czymś przez cały
czas zajęte. Np. tym, żeby się pieprzyć, gdy tylko naczelnik stada nie patrzy.

No właśnie. Pawiany nie z
nudów, ale inne zwierzęta już z nudów jak najbardziej się cały czas, za
przeproszeniem, bzykają. Gdy byliśmy wczoraj z Lenką w ZOO przez 2,5 godziny to
obserwowaliśmy kopulację:

- tygrysów –
entuzjastycznie kibicowała im grupka dwunastoletnich na oko dziewcząt. Chłopcy
wyglądali na średnio zainteresowanych.

- słoni – w zasadzie była
to tylko próba kopulacji, bo pani słoniowa nie wykazywała ochoty, ale pan słoń zaimponował
swoją zwisającą gotowością obserwującym go mamom Homines Sapientes. Nie od dziś
przecież wiadomo, że rozmiar nie ma dla kobiet żadnego znaczenia i on nie musi
być wcale duży, wystarczy, żeby był długi i gruby.

- wspomnianych już
pawianów – bo szef nie patrzył.

- takich kolorowych
ptaszków.

- koników.

O ile dziecko dwuletnie
jeszcze niewiele kuma i wystarczy go spytać jak robi lew (AGRRRR!!!), a jak
słoń (TRUTUTU!!!), żeby odwrócić jego uwagę, o tyle dzieci większe są JAK
NAJBARDZIEJ zainteresowane bzykającymi się zwierzakami.

Rodzice, miejcie to na
uwadze, gdy wybieracie się z pociechami do ZOO. Przygotujcie się zawczasu i
edukację seksualną przeprowadźcie przed wizytą, by przygotować grunt pod
niewygodne pytania. ;-DDD

 

PS. A w następnym wpisie
będzie o dupach. I będą zdjęcia gołych dup!!! Po raz pierwszy na moim blogu!!!
YEAHHHH!!!


Rymasz


Okazuje się, że udomowienie zwierząt było wielkim błędem i coraz większymi krokami zbliża nas do zagłady ludzkości. Po dwóch wielkich odzwierzęcych pandemiach nadeszła trzecia i jesteśmy naprawdę w solidnych tarapatach.

Pierwsza zdziesiątkowała nas choroba szalonych krów. Media histerycznie piszczały i piszczą o każdym jednym przypadku zarażenia człowieka chorobą wściekłych (już nie tylko szalonych) krów.
Lektura powyższego jest pięknym dowodem na to, że „dziennikarze” redagujący newsy na portalach internetowych to bezmyślne bęcwały.
Ćwok rąbie mrożący krew w żyłach tytuł, po czym w tekście bez żenady ogłasza, że choroba Creutzfelda-Jakoba występuje na całym świecie z częstotliwością jednego zachorowania na milion ludzi rocznie. Jest to tzw. postać sporadyczna, najprawdopodobniej uwarunkowana genetycznie i występuje głównie u ludzi starszych.”
A pieprzyć fakty, które są takie, że po pierwsze nie ma pewności, czy choroba Creutzfeldta-Jakoba jest chorobą prionowa, tym bardziej, że hipoteza chorobotwórczej natury prionów jest mocno dyskusyjna i nieudowodniona póki co, a po drugie nieznany jest nauce ani jeden przypadek zarażenia przez krowę człowieka chorobą prionową.
Ale kto by się faktami w dzisiejszych czasach przejmował?
Faktem jest też, że powybijano całe stada krów (pewnie w wielu przypadkach słusznie, bo wśród samych krów śmiertelny i zaraźny przebieg choroby jest faktem), a histeria stała się doskonałym pretekstem do wprowadzenia najrozmaitszych embarg hurtem na całą wołowinę produkowaną w krajach, w których zachorowała jakaś krasula. Dodatkowym efektem był spadek cen wołowiny, a tym samy drastyczny spadek zysków jej producentów (spadła i cena i popyt).
Producenci wołowiny płakali, a producenci kurczaków i świniny mieli żniwa.
Ja się cieszyłem, bo wołowe steki lubię.

Drugą odzwierzęcą pandemią była ptasia grypa. W czasach gdy ludzkość była dziesiątkowana przez tę straszliwą chorobę zamarło na nią zdaniem WHO co najmniej 130 osób z niewiele ponad 200 zarażonych. Niezorientowanym przypominam, że WHO to taka organizacja, w której o tym co jest, a co nie jest chorobą, decyduje się demokratycznie, poprzez głosowanie. Dodajmy, że aby się ptasią grypą zarazić, należy się solidnie do tego przyłożyć i zaprzestać np. wykonywania elementarnych czynności higienicznych. Najlepiej zamieszkać w kurniku i wcinać surowe jajka i drób. I poniekąd nieszczęśnicy, którym udało się tą chorobą zarazić te warunki spełniali, bo w ubogich wioskach azjatyckich się mieszka z kurami w tej samej chcie. Ale nie dość, że trzeba wiele wysiłku poświęcić na się zarażenie, to zarażony nie stanowi źródła zarażenia dla innych ludzi.
Na ale pandemia jest pandemia i należytą panikę usłużne media sprowokowały. W związku z nią kilogram kurczaka kosztował mniej niż kilogram wody w plastikowej butelce. To jest w ogóle fenomen, że ludzie płacą po kilka złotych za litr wody w butelce, chociaż taka sama leci im z kranu w cenie 0,5 grosza za litr. Człowiek, który wymyślił ten biznes, to geniusz marketingu! Ale to dygresja.
Wracając do pandemii ptasiej grypy, to producenci kurczaków płakali, a producenci wołowiny oraz świniny mieli żniwa. Żniwa mieli również producenci szczepionek przeciwko grypie i nikomu nie przeszkadzał fakt, że te szczepionki nijak nie zmniejszały i tak mikroskopijnego prawdopodobieństwa zapadnięcia na tę konkretną grypę. Na zimne należy dmuchać, nieprawdaż?
Obecnie panująca nam pandemia odzwierzęca to świńska grypa. Idioci w usłużnych mediach na wyprzódki informowali o rosnącej lawinowo liczbie ofiar pandemii. W setki to szło. Po czym iść przestało, bo po przeliczeniu, śmiertelnych przypadków doliczono się coś koło dwudziestu. Prawdziwy pomór!
Oczywiście co bardziej rozgarnięci wodzowie rozkazują poddanym wybicie całych stad świń, tak jak wcześniej rozkazywali wybijanie krów i kur. Dmuchać na zimne!
Spadku cen wieprzowiny jeszcze nie notuje się, natomiast producenci szczepionek na grypę zacierają ręce z uciechy.
Wysyp panik związanych z odzwierzęcymi pandemiami to oczywiście robota półgłówków z gazet i telewizorów, którzy napieprzą najgorszych głupot, byle tylko sensację mieć.
Powstaje pytanie kto ich do tego prowokuje. Proponuję rozpatrzenie kilku spiskowych teorii i kilku potencjalnych sprawców panik.
  1. Jest to zwykła walka pomiędzy lobby wieprzowym, wołowym i drobiarskim. Jak jednym spadają ceny i sprzedaż, to drugim rosną. Ci, którym rośnie, to potencjalni sprawcy.
  2. Sprawcą jest lobby poławiaczy i hodowców ryb. Następna w kolejce powinna być zatem histeria rybiej biegunki lub śledziowej paradontozy. W ramach zemsty sprokurowanej przez już poszkodowanych.
  3. Wegetarianie – tak nas wszystkich nastraszą, że jakiekolwiek mięso przestaniemy jeść. Ale i tu zjednoczone lobby producentów mięsa może zaatakować opinię publiczną chorobą niebieskich marchewek i dżumą jabłkową.
  4. Producenci szczepionek i lekarstw. Ci zarabiają za każdym razem. I ta teoria jest zdaje się najpopularniejsza i, co tu kryć, zupełnie sensowna.
Warto też w całej tej bezmyślnie nakręcanej panice pamiętać o tym, że „Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) na grypę (tę zwykła, odludzką – przyp. Rymasz) rocznie zapada około 100 milionów ludzi, z czego umiera od 500 tysięcy do 1 miliona„.
Dobra, muszę już kończyć bo głodny jestem. Dzisiaj oczywiście schabowy na obiad!



http://rymasz.salon24.pl/104151,epidemia-pandemia-zaraza

Rymasz


  • RSS