Kącik Rymasza

O życiu i w ogóle

TKM

9 komentarzy


http://rymasz.salon24.pl/723059,teraz-k-my


http://rymasz.salon24.pl/709849,im-wcale-nie-zalezy-na-polsce

Twittuję

1 komentarz


https://twitter.com/Rymasz12

Zapraszam na Salona:


http://rymasz.salon24.pl/691757,nasza-zima-zla-czyli-dlaczego-pis-tez-jest-zly

Jak polityka, to salon24. Co prawda tekst błyskotliwie w treści przemyca kolejne nieprawdopodobnie pomocne w życiu każdego śmiertelnika mądrości, ale żeby się z nimi zapoznać, należy kliknąć w link.


http://rymasz.salon24.pl/687115,ryje-u-koryta

Doszedłem właśnie do błyskotliwego wniosku, że jestem w wieku, w którym należy zacząć korzystać ze zgromadzonego dotychczas doświadczenia. Żyję dłużej niż jeszcze będę żył, zatem w zasadzie jestem starcem, który z wysokości ambony swego wieku ma prawo głosić to czego już się dowiedział w pocie i trudzie, nie raz narażając na szwank własne życie. A co!

 

Oczywiście życie me to iskierka ledwie na chwilę wyprysła z roznieconego 13,8 miliardów lat temu ogniska. Nikt na nią nie zwróci uwagi opiekając swe kiełbaski. Ale nic a nic mi nie przeszkadza świadomość, że najdłużej jednak to nie żyłem. Przez większość czasu wszechświat musiał sobie radzić beze mnie. Łono Matki, niechętnie i z wyraźnym ociąganiem (ach, to przeczucie!), opuściłem w październiku 1972 roku (na siłę mnie dranie wyciągali!), zatem we wszechświecie pojawiłem się jako unikalna ludzka istota w styczniu rzeczonego roku. Naprawdę dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że krócej żyję niż nie żyłem i więcej nie wiem niż wiem. Skala mej ignorancji naprawdę imponująca jest. Blogaska popełniłem wieczność temu (w 2001 roku), ale, napiszę to naprawdę szczerze, absolutnie nie mam się czego wstydzić. Nawet gdy z pobłażaniem patrzę dziś na występy Rymasza lat temu kilka, dziesięć, albo więcej. Poglądy mamy inne, bo wszystko płynie, jak mawiał Pan Tarej, ale pozostaję spójny.

 

Dokładnie to samo niedawno zauważyłem na niwie zawodowej. Ja już przestałem się dobrze zapowiadać i umiejętność błyskawicznego się uczenia przestała być moim głównym atutem. Teraz jest nim umiejętność błyskawicznego korzystania ze zgromadzonego doświadczenia. I za to właśnie mi teraz płaci aktualny kapytalysta. W wieku lat 43. nie jesteś już obiecującym talentem. Jesteś mężczyzną w sile wieku, który swe talenty najproduktywniej powinien wykorzystywać. Lepszej okazji nie będzie. Nie jestem już tak głupi jak 15 lat temu i tak stetryczały i zmęczony jaki będę za lat 15, jeśli oczywiście tak sędziwego wieku dożyję. Zatem nic tylko napierdzielać na chwałę Pana!

 

Zwłaszcza, że taka jest właśnie zdaje się moda. Uświadomił mi to kumpel, który w wieku lat 40. niespodziewanie odkrył w sobie talent do pisania życiowych mądrości i dzielenia się nimi ze światem. Nie mógł nieborak dłużej znieść sytuacji, w której świat jest w dalszym ciągu pozbawiony owoców jego talentu i szlachetnie postanowił tę sytuację naprawić. Przy czym talentu do pisania nie ma chłop w ogóle i generalnie smętnie pitoli jakieś napuszone pierdolety o tym, że chcieć to móc. I głuchy jest na dobre rady, że powinien sobie odpuścić. Ja w przeciwieństwie do niego przynajmniej mam talent. Co prawda nie mam silnego imperatywu nachalnego epatowania nim otoczenia, ale w sumie mogę pójść przedstawionym wyżej tokiem rozumowania i zrobić to nie dla siebie, ale dla bliźnich. No nie mogę być tak okrutny, by przez własne lenistwo pozbawiać zainteresowanych możliwości obcowania z własnoręcznie spisanymi przeze mnie mądrościami, które każdemu się przydadzą i niewątpliwie uczynią bardziej znośną wędrówkę przez ten łez padół.

 

Jedną z rzeczy których nauczyło mnie życie i którą jako pierwszą pragnę się tu z wami podzielić jest konstatacja, że ostry nóż i papier toaletowy są do siebie bardziej podobne niż wam się wydaje i należy ich używać rozsądnie i z należytą rozwagą. W obu przypadkach bowiem wystarczy jeden niewłaściwy ruch i palec upierdolony.

 

No! Jak na pierwszy raz po dłuższej przerwie to wystarczy.

Krzysztof,

Wiedza o niepoznawalności świata nie może stanowić fundamentu dla poznawalności świata. Wiedza o niepoznawalności jest za to doskonałym fundamentem dla niepoznawalnościświata.

Ile razy mam to jeszcze napisać?

Nie wyplątałeś się z tego paradoksu i najwyraźniej nie zamierzasz. Co więcej. Konsekwentnie brniesz w ten nonsens.

wierzymy w powtarzalność i determinizm praw natury, i właśnie z tej WIARY ta rakieta i to inne całe wszystko. A nie z tego, że WIEDZA w powtarzalność i determinizm więc rakieta i te inne. To wiara pozwala Ci wiedzieć, można powiedzieć.”

Wierzymy, że wszechświat jest niepoznawalny. Z tego naprawdę nie wynika wiara w poznawalność. Konsekwencje olewasz.


„Ty: „Z każdym bogiem jest ta zaleta, czy tylko z Bogiem katolików?
Nie rozpraszaj mnie, Miszczu weksli i krzaków, siebie nie rozpraszaj, antropologia później :-) Jest to walor niebagatelny, nie jest, jest ale, byłby gdyby… ???”

Unik robisz, zauważyłeś?

Ale wiem. Tobie wolno, tak jak ateistę z jego unikalnej wiary odzierać można.

Ale i tak najlepiej na mnie zwalić, bo unikam.

Czego??? Proste pytanie przecież.

Czy z każdym bogiem jest ta zaleta?

konsekwencje innych słów, postaw, działań czy zaniechań możemy przewidywać.”

Wróżbita Maciej???

Galopuj dalej.


Jakbyś nie znał „dużych ludzi” głupszych od zdolnej do myślenia patelni.”

Ponieważ wśród ludzi są idioci, to nie należy na publicznym forum pisać tego, co uważa się za prawdę.

I to jest odpowiedzialność.

Jeśli już kłamiemy, to kłammy odpowiedzialnie.

Obawiam się, że lewactwo ma tę samą wymówkę. Dobrze się czujesz w ich towarzystwie?

Przed Przeistoczeniem hostia cudowna nie jest, w trakcie Przeistoczenia zmienia swój status ontologiczny, a po Przeistoczeniu jest już cudownym, materialnym artefaktem w całości. Zaproponuj proces badawczy, rozstrzygający o statusie ontologicznym Hostii po Przeistoczeniu.”

Znaczy płaszcz Juana się przeistoczył.

I pozamiatane?

Doprawdy tyle Ci właśnie wystarcza, by się intelektualnie w temacie zaspokoić???

Możesz cytować co napisałem i z czym się cały czas zgadzam, ale szkoda, że to ma się nijak do tematu.

Można przechodzić do porządku dziennego z faktem, że Chrystusa ukrzyżowano kilkudziesięcioma gwoździami, tylko co to ma wspólnego z rozumem?

Znasz jakiś materialny artefakt, co do którego stanu ontologicznego Kościół i nie-Kościół zgadzają się w kwestii rozstrzygnięcia?”

No pewnie. To absurdalnie wręcz proste. Wszystkie te, które Kościół odrzucił.

Szczebel z drabiny Jakuba. Zgadzają się stany ontologiczne?

Jesteś naprawdę przekonany, że Kościół katolicki wszystkie relikwie łyka jak młody pelikan i nigdy się nie zakrztusił i nie wyciągnął z tego wniosków?

Na pewno nie bada ich w celu stwierdzenia wątpliwości?

Jesteś pewien???

Wiara w świat z chrześcijańskim Bogiem jest dobra dla człowieka białego, zatem właściwa, natomiast wiara w świat bez Boga zła więc niewłaściwa.

Z metapoziomu to wygłaszasz?

Ba ja tylko moje pojmowanie rzeczywistości opisałem.

Dalej zgadzam się z wnioskiem i dalej szukam dróg, by do tego rozumowo dojść. Każdej jednej. Jak bułkę kocham, rogala za świadka.

Tu masz ciekawe rzeczy swoją drogą

Skoro już tak lubisz cytować Rymasza, to Rymasz sam się zacytuje.

Cudem nie jest remisja raka czy ustąpienie innej śmiertelnej choroby. Jeżeli już ktoś chce w tym widzieć cud, to niech przynajmniej ma świadomość, że nagłe zachorowanie zdrowej osoby na śmiertelną chorobę jest takim samym cudem. Zdrowy człowiek i nagle, w cudowny i gwałtowny sposób choruje i umiera. No nie do pojęcia! Zatem rzekome cuda uzdrowienia za wstawiennictwem świętych (np. remisja choroby Parkinsona zakonnicy, mająca być „dowodem” w procesie beatyfikacyjnym Karola Wojtyły) to też nie są cuda o jakich ja piszę. Ustąpienie objawów choroby to nie jest zjawisko ponadnaturalne, choć medycyna kuleje przy wytłumaczeniach. To jest tylko dowód na to, że łapiduchy mają jeszcze sporo do zrobienia.

Ma czas, szwęda się, przygląda uważnie, robi zdjęcia.

 

Doprawdy nic prostszego niż wyszydzić tych ludzi i ich pragnienie, by życie miało jakikolwiek sens. Tym się generalnie zajmują zawodowi ateiści przecież: szydzeniem z naiwności ludzi, którzy poprzez wiarę w Boga, mają czelność prosić życie o więcej niż ma nam do zaoferowania z punktu widzenia ateisty. To maszerowanie na kolanach do figurki, to kupowanie i palenie świec, te śpiewy do Boga, te modły zawodziste. Ojojoj, ale polewka.

 

Cóż, nie poszydzę, bo to szwędanie się, przyglądanie i robienie zdjęć mnie w stronę ciut innej, niż tępe szyderstwo z ludzkiej wiary w transcendencję, konkluzji prowadzi.

 

Też chciałbym wierzyć, że ten wszechświat w kupie trzyma nie bezdusznie obojętna grawitacja, która nie wiadomo czym jest i skąd, i po co się wzięła, ale Boskie Miłosierdzie do Stworzenia, które nie potrzebuje się tłumaczyć tym, czym jest i skąd się wzięło, bo samo w sobie jest początkiem i przyczyną.

Chciałbym.

 

Czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie potrafi podnieść? Tak! Po czym go stwarza i podnosi.

Wszechmoc też ma swoje prawa.

 

Ale ateista wyżej swojej dupy nie podskoczy, nieprawdaż?

 

Jestem w Portugali. W czwartek wracam.

 

A gdyby tak znów trochę poblogować?

Jest tu kto?


  • RSS